Dzikie kwiaty / Wild Flowers


Link 01.01.2011 :: 08:50 Komentuj (2)

pisze:Natalia

Ich historie zaczynają się bardzo różnie. Urodzone w Birmie, Laosie, bądź Tajlandii, czasami w szpitalach a czasami w górskich wioskach. Zmuszane do małżeństwa, osierocone bardzo młodo, ścigane przez wojsko, zmieniające szkoły bardzo często, uciekające do Tajlandii na tratwach bambusowych pod osłoną nocy. Więzione za bycie nielegalnymi imigrantkami i pracujące po 14 godzin na dobę.

Ich przeszłość ma jedną wspólną cechę - dziecko. I to, że są samotnymi matkami.

W porównaniu do przeszłości ich przyszłość ma szanse być bardziej optymistyczna. Teraz mieszkają w Wild Flower Home (http://www.wildflowerhome.net/), gdzieś pomiędzy Chiang Mai a Bo Sang. Każda ma swój pokój. W ciągu dnia chodzą do szkoły albo pracują w domu – mają małą farmę, ogród i pole ryżowe. Energie mają z kolektorów słonecznych. Zajmują się rękodziełem i próbują sprzedawać swoje wyroby artystyczne. A przede wszystkim otoczone są niesamowitymi ludźmi pracującymi dla organizacji, którzy je wspierają.

Czwartki były moim ulubionym dniem w Tajlandii – wtedy też prowadziłyśmy zajęcia dla Wild Flower. O wyborach, ONZ, wolności słowa czy prawach dziecka. W zamian dostawałyśmy ogromny ładunek pozytywnych uczuć. Poza tym to sama przyjemność współpracować z kimś, kto chcę się czegoś dowiedzieć;)

Pytałam je o marzenia. Nie mają marzeń dla siebie, ale dla swoich dzieci. Gdy Bua była mała, stary wróżbita wyczytał jej z ręki, że jak dorośnie będzie bogata. Myśli, że ona (pomimo 18 lat) nie ma już na to szans. Ale wierzy też, że jej syn jak najbardziej…

__________________________________________________________________________________

writes: Natalia

Their stores have various beginnings. Born in Burma, Laos or Thailand, sometimes in hospitals, sometimes in mountainous remote villages. Forced to be married, without parents, without access to education, followed by troops. Some of them escaped to Thailand on bamboo rafts in the moonlight. They were imprisoned for being illegal immigrants and usually forced to work 14 hours per day.

Their past has one common feature – a child. And the fact that they are single mothers.

Comparing to their histories, the future might be more optimistic. They are leaving now in Wild Flower Home (http://www.wildflowerhome.net/), somewhere between Chiang Mai and Bo Sang. Each of them has own room. They study or work in the house – they have little farm, vegetable garden and rice field. Solar panels delivered energy to them. They produce handicraft and try to sell them. And what is most important – they are surrounded by wonderful and supportive people working for the organization.

Thursdays were my favorite days in Thailand – we facilitated workshops in Wild Flower House. About voting, UN, freedom of speech or human rights. And we were given amazing and positive energy in return. And what is more, it just a pleasure to cooperate with women, who want to learn.

Once I asked them about their dreams. They don’t want anything for themselves, just for their children. When Bua was really young, the old fortuneteller told her that she’ll be very rich. Being 18 years old she doesn’t believe it would come true. But maybe her son will fulfill the prophesy…









Kliniki prawa - wydanie azjatyckie / Legal clinics - Asian edition


Link 29.11.2010 :: 17:57 Komentuj (3)

pisze:Natalia

"Klinika prawa” to idea edukacyjna, która zachęca studentów prawa do udzielania bezpłatnych porada prawnych osobom niezamożnym (tzw. in-house legal clinic) oraz do angażowania się w prowadzenie warsztatów dotyczących zagadnień prawnych w różnych środowiskach pozaakademickich (tzw. street law). Oczywiście, idea powstała w USA, bardzo dobrze sprawdza się w Polsce i całym regionie, gorzej w Europie Zachodniej. Co ciekawe, ma się też całkiem dobrze w Azji Południowowschodniej, a BABSEA wspiera powstawanie i rozwój klinik na kolejnych uniwersytetach.

Cały weekend (a raczej przedłużony weekend, łącznie z piątkiem) spędziłyśmy więc na warsztatach dotyczących edukacji klinicznej. Podsumowując – 50 uczestników, 600 MB materiałów konferencyjnych, 2 zmęczonych tłumaczy, miłe wieczory (żeby zachować równowagę – raz oficjalna kolacja, raz wieczór gotowania z laotańskim tańcami:), dodatkowe 8 osób w naszym domu i co najważniejsze – inspirujący i otwarci uczestnicy, z którymi można było normalnie porozmawiać pomimo bardzo ważnych literek przed nazwiskiem. Marta: Poznajcie Leny z Indonezji, ktora bardzo nie lubi pana Sarkozy'ego.

***

writes:Natalia
„Legal clinic” is an educational idea, that encourages students to deliver free of charge legal advices for poor people (in-house legal clinic) and to be involved into facilitating workshops about legal issues in various non-academic communities. Of course, the idea’s originated in US, it is well implemented in Poland and whole central east Europe (but it doesn’t work so well in Western Europe) and what is interesting, also works in Southeast Asia. BABSEA supports developing and strengthening legal clinic programs at many universities.

The whole weekend (to be honest it was extended weekend, also with Friday) we spent on legal clinic workshop. To sum it up- 50 participants, 600 MB of conference materials, 2 very exhausted translators, nice evenings (to keep balance – once it was official dinner, and next day – international cooking night with Laos dances:), 8 people additionally in our house and what is the most important – inspiring and open people who we were able to talk normally with, even if they have very important letters in front of their surnames. Marta: Meet Leny from Indonesia, who doesn't like Mr. Sarkozy






Co ja robie tuuuuu? / What are we doing here?


Link 23.10.2010 :: 13:25 Komentuj (3)
Tekst: Natalia

Prawdopodobnie myślicie, że jesteśmy w Chiang Mai na wakacjach. Cóż… prawda – staramy się korzystać z uroków życia w stolicy północnej Tajlandii, ale cel naszego długiego pobytu tutaj (3 miesiące) jest zgoła inny. W ramach programu „Wolontariat Polska Pomoc” (mającego wspierać działania rozwojowe) pracujemy w BABSEA (Bridges Across Borders Southeast Asia). Organizacja jest o tyle ciekawa, że można zaobserwować w niej połączenie zachodniego podejścia do działania- nakierowanego na cel (założyciele BABSEA są Amerykanami) z azjatycki stylem, skupiającym się na samym procesie pracy (pracownicy są Tajami, a atmosfera w biurze i relacje między osobami – zresztą młodymi – są bardzo rodzinne). Cele BABSEA można podzielić na dwa główne obszary: wspieranie klinik prawa w regionie (instytucji działających przy uniwersytetach, gdzie osoby niezamożne mogą otrzymać bezpłatną poradę prawną) i edukacja prawnoczłowiecza – my przede wszystkim działamy w tym obszarze. Oprócz dwóch stałych zadań – prowadzenia zaje (które można określić jako warsztaty z edukacji globalnej) w Juvenil Detention Center (żeński poprawczak) dwa razy w tygodniu i w Wild Flower House (domu samotnej matki, o obu tych miejscach więcej napiszemy wkrótce) często dostajemy zadania związane z większymi przedsięwzięciami BABSEA, m.in. Trio For Justice (impreza sportowa promująca prawa człowieka, która odbędzie sie w listopadzie) i I Ogólnotajska Konferencja Klinik Prawa. A jak na razie chyba najbardziej dumne jesteśmy z warsztatów nt. aktywnych metod edukacyjnych, które przeprowadziłyśmy dla studentów, którzy od stycznia maja kontynuować nasze działania edukacyjne (poniżej parę zdjęć). Efektem naszego pobytu tutaj ma być stworzenie poradnika dla przyszłych trenerów edukacji globalnej pracujących w trudnych, kobiecych środowiskach. A co jeszcze uda sie osiągnąć – same jesteśmy ciekawe.
______________________________________________________________________________________

Text: Natalia

You probably think, that we’re here on holidays. Well... yes, we do enjoy Chiang Mai very much, but our main goal of stay here for such a long time (3 months) is totally different. We got a grant from MFA program „Polish Aid” (it was created to support development activity) and that’s why we work now in BABSEA (Bridges Across Borders Southeast Asia). The organisation itself is very interesting – mix of western way of work – outcome focused (the founders are Americans) and Asian style – process focused (atmosphere in the office and relations between Thai employees are really family-like). The goals of BABSEA can be divided into 2 groups: to support law clinic movement in the region (institutions created within university structures, when indigent person can get free of charge legal advice) and human rights education – and it’s main area of our activity. So, we have two main tasks – preparing workshops in Juvenile Detention Centre twice a week, and in Wild Flower House (single mother house, we’ll write about both these places later). We are also given some smaller tasks concerning events prepared by BABSEA, such us Trio For Justice (sport event which will promote human rights and will be held in November) or 1st Thai Conference of Law Clinics. So far, we are mostly satisfied with workshops we prepared for Thai students about active methods of teaching (see pictures below). Participants are supposed to continue our activity when we leave Thailand. The outcome of project will be a toolkit for future global education trainers, working with rough, female communities and hopefully some other positive changes – but we are curious ourselves what will happen.







Szkolenie MSZ, dzień czwarty / Foreign Affairs Ministry training, day fourth


Link 26.05.2010 :: 22:09 Komentuj (0)
Czuję się jak członek ekspedycji NASA. Robią nam tu testy psychologiczne, badania medyczne, uczą co zrobić w przypadku ukąszenia przez czarną mambę (Będę litościwa i oszczędzę wam zdjęcia nogi po bliskim spotkaniu z mambą) albo bycia zgwałconą przez czadyjskiego rebelianta*. Dobra, wiem że pewnie NASA nie ma wiele do czynienia z czadyjskimi rebeliantami ale za to powiedziano nam że dostają scyzoryki Victorinoxa i że w sumie też moglibyśmy sobie takie załatwić.

Po kryzysie trzeciego dnia**, spowodowanym meganudną sesją o pracy w zespole międzykulturowym i pobudką o 6:00, żeby zdążyć na morfologię i EKG, trochę się nam poprawiło. Ludzie okazali się być fajniejsi niż sądziłam*** i (prawie) wszyscy jedziemy do jakichś dziur pośrodku niczego w Boliwii, Ghanie, Nikaragui albo Tanzanii, więc jesteśmy tym megapodkręceni. Pokoje i jedzenie dają radę, dostajemy pięć dużych posiłków dziennie (krewetki, truskawki w sosie toffi i ryż w płatkach chabrów) więc dziś jakoś wszyscy nagle przeszli na dietę...

* a. Zwymiotować na niego; b. Powiedzieć że ma się AIDS a potem wykorzystać chwilę konsternacji żeby dać dzidę; c. Ćwiczyć krav magę. "Gdybym mógł wybierać, wybrałbym raczej ćwiczenie sprintu" - powiedział nasz wykładowca.
** W zasadzie mamy tu permanentny kryzys ośmiu dni wyjętych z życiorysu tuż przed sesją
*** Za wyjątkiem pewnego katolickiego ekstremisty.




I feel as if I were part of NASA expedition. We are taking psychological tests, medical examination, are taught what to do in case of being biten by black mamba (I will be merciful and spare you a photo of what happens to your leg after such accident) or raped by chadian rebels*. Well, ok, I guess NASA staff doesn't have much to do with chadian rebels, but they are equipped with Victorinox penknives, ones that we are adviced to have.

After third-day crisis** of boring multicultural group session and waking up at 6:00 to take ECG and full blood exam, we are a bit better. People are nicer than I thought in the beginning***, and we (almost) all go to strange places like middle of nowhere in Bolivia, Ghana, Nicaragua or Tanzania, so we are pretty excited. Accomodation and food is far beyond what we expected, we are eating five big meals daily, shrimps, strawberries in toffi sauce and rice with cornflower petals, which made everyone trying to keep diet today...

*(a. Vomit on them; b. Say you have AIDS and use the moment of confusion to run away; c. Try with krav maga. "If I had choice" says our coach "I would choose training sprint")
** Actually there is a constant crisis of eight days cut off from our lives just before the exam session
*** Except one narrow-minded catholic extremist.


Link 16.05.2010 :: 13:32 Komentuj (3)
To. Się. Dzieje.

Nasz projekt został zaakceptowany, jedziemy do kraju króla Bhumibola Adulyadeja, gdzie do pracy jeździ się na słoniu. Czy to nie brzmi bajkowo?

***

It. Is. Happening.

Our project has been approved, we go to the country of king Bhumibol Adulyadej, where you go to work on an elephantsback. Doesn't it sound fairy-talish?