Indonezja – niełatwo jest mówić o uczuciach / Indonesia – it’s not easy to talk about feelings


Link 28.03.2011 :: 19:29 Komentuj (0)
Macie czasami wrażenie, że jakieś miejsce jest stworzone specjalnie dla Was, ale nie za bardzo racjonalnie umiecie wytłumaczyć dlaczego? Ja tak mam z Indonezją. I nie wiem czemu – ciężko ten kraj uznać za „naj” w jakiejkolwiek kategorii. Są kraje większe, piękniejsze, bardziej wielokulturowe, o ciekawszych tradycjach, z dłuższą historią. Ale żaden jak do tej pory nie przemówił do mnie jak Indonezja (no dobra, trochę oszukuję – Polska i Ukraina to tak samo moje miejsce na ziemi). W myślach już planuję kolejną wyprawę przez całą Indonezję (przez miesiąc udało mi się zobaczyć tylko kawałek Sumatry, Dżakartę i Bandung), od Aceh po Papuę - 5000 km. I pomyśleć, że jeszcze w lutym ten kraj kojarzył mi się tylko z wulkanami, tsunami i terrorystami…

Próbowałam spisać powody, dla których byłam w Indonezji całkowicie szczęśliwa i zachwycona każdą sekundą. Nic mądrego z tego nie wyszło, pewnie wszyscy wielcy podróżnicy i antropologowie przewracają się teraz w grobach, ale trudno, czytacie to na własną odpowiedzialność:

• Indonezja pozostanie dla mnie krajem nowych doświadczeń i to takich, o których nie zapomnę do końca życia. Pierwszy raz w dżungli, pierwsze orangutany na wolności, pierwszy zdobyty wulkan, pierwszy rekin zobaczony w trakcie nurkowania, pierwsze psie mięso na talerzu (o tym bym wolała zapomnieć;).
• Język indonezyjski nie jest językiem tonalnym, juuupi! Nawet nie wyobrażacie sobie, jaki to dramat dla totalnie a-muzykalnej osoby (czyli mnie) podróżować po Tajlandii, Wietnamie i Laosie, gdzie jestem w stanie prawidłowo powiedzieć tylko „dziękuję”…
• W Indonezji nikt nie uważa Polski za kraj afrykański/arktyczny/z księżyca i wszyscy wiedzą, że mamy flagę „same same but different”, Lato wielkim piłkarzem był a Dudek jest bramkarzem Realu Madryt ;) Poza tym spotkałam pierwszych Polaków od momentu wylotu Marty i okazało się, że nie tylko mój polski jest jak z „Pustyni i w puszczy” – Kali mieć krowa:)
• Indonezyjczycy chyba są fanami Rubensa, więc co druga osoba tytułowała mnie per „ cantik”. Tak, możecie się do mnie tak zwracać (bardzo łatwo przyzwyczajam się do tego, co miłe:)
• Każda rozmowa zaczyna się od standardowych pytań „Dokąd idziesz?” (najbezpieczniejsza odpowiedź „jalan jalan” – „tak się włóczę”) i „Czy masz męża?”, ale zaraz potem przeradza się naprawdę w interesującą konwersację.
• Nikt nie patrzy na Ciebie jakbyś miał na sobie koszulkę ze znaczkiem $ i płacisz ceny takie jak autochtoni.
• Na Sumatrze są najlepsze przekąski na świecie (oczywiście kocham te słodkie) – smażony banan (w głębokim oleju oczywiście, pewnie mniej zdrowe niż McDonald), wielkie pyzy ze słodkim ryżem i moje ukochane grube naleśniki z czarnym ryżem i kokosem, mniaaaam. A warzywa podaje się z sosem z orzeszków ziemnych (słynne gado-gado).
• Trzeba uważać na spadające mango z drzewa a sok gruszli (polska nazwa brzmi dramatycznie, po angielsku chodzi o guava) jest łatwiej dostępny niż coca-cola.
• Złapałam się na tym, że nic mnie nie denerwowało, nawet to że w minibusach ilość osób na siedzenie (łącznie z dachem) przekracza granice mojej wyobraźni, a ilość wypalanych papierosów jest większa niż chyba w pozostałej części świata razem wziętej (i oczywiście pojęcie „strefa bez papierosa” tutaj nie istnieje).
• Każdy (prawie każdy) gra tutaj na gitarze!
• Indonezyjczycy kochają jak się im robi zdjęcia.
• Po raz pierwszy w życiu siedziałam w jednym miejscu dłużej niż tydzień i nie zawędrowałam dalej niż 300 m od mojego domku i było mi z tym bardzo dobrze – po prostu Pulau Weh to raj na ziemi, nawet jak pada i po wyjściu z wody dostaje się gęsiej skórki.
• Rozczulające jest, jak każda osoba spotkana w Dżakarcie mimochodem wspomina, że Barack Obama spędził tu 4 lata młodości.
• Indonezja mogłaby być pogrążona w permanentnej wojnie domowej – ludzie są tak od siebie różni, poczynając od języka, religii, zwyczajów. A nie jest… Po prostu Bhinneka Tunggal Ika (jedność w różnorodności) i to nie na papierze, ale w codziennym życiu.
• Ktoś mi powiedział, że Indonezyjczycy nie są bogaci, więc uśmiech to ich sposób na dobroczynność. Myślę, że to hasło warte promowania „uśmiech – najpiękniejszy sposób na dobroczynność!”.

więcej zdjęć

jeszcze więcej zdjęć

_________________________________________________________________________________


Do you sometimes feel that some place was created especially for you, but you cannot reasonably explain why? This happened to me in Indonesia. I don't know why - the country isn't "the best" in any category - there are countries that are bigger, more beautiful, more multicultural, with more interesting traditions and a longer history. However, it was Indonesia that has impressed me the most so far. (Ok, I'm lying a little - Poland and Ukraine are my 'homes' as well as Indonesia). I'm already planning my next trip through the whole of Indonesia. During one month I was only able to visit some parts of Sumatra, Jakarta and Bandung. For the next trip, I want to go from Aceh to Papua - 5000 kilometers in all. Indonesia doesn't just mean volcanoes, tsunamis and terrorists for me anymore, as it did a month ago (shame on me...).

I did my best to prepare a list of reasons why I was totally overjoyed in Indonesia. The list isn't the most serious one and the greatest travelers and anthropologists would probably turn in their graves if they saw it, but it doesn't matter...

• Indonesia will remain in my memory as a country of new, unforgettable experiences. I explored the jungle for the first time, saw my first orangutan in the wild, climbed my first volcano, saw my first shark while diving, and had my first dish made with dog meat. (Actually, I would prefer to forget about the last one...)
• The Indonesian language isn't tonal, juuuupi! You can't even imagine what an ordeal it is for a musically un-gifted person like me to be in Laos, Vietnam or Thailand and only be able to say "thank you" with the proper intonation.
• Nobody in Indonesia thinks Poland is an Africa/Arctic/Lunar country and everyone knows that our flags are "same same but different." They know that Lato used to be a great football player and Dudek is a goalkeeper for Real Madrid. And I met the first Poles since I was in Chiang Mai, and it appeared that my Polish language has gotten less sophisticated.
• Indonesians probably love Rubens and every other person called me "cantik." Yes, you can also call me that:)
• Every conversation starts with standard questions like "Where are you going?" (the most convenient answer is "jalan jalan" - "walking around") and "Do you have a husband?" After that, however, it usually become quite interesting.
• Nobody looks at you as if you have a T-shirt with a $ sign printed on it, and you pay the same prices as the locals.
• The best snacks in the world are on Sumatera, like deep fried bananas (probably more unhealthy than McDonalds), big rolls with sweet rice filling and thick pancakes with black rice and coconut (my favorite). Mniaaam! And vegetables are served with peanut sauce (the famous gado-gado).
• You have to watch out because a mango can fall from a tree onto your head and guava juice is more popular than Coca-Cola.
• I noticed that nothing makes me irritated in Sumatra. I didn't mind the overcrowded minivans or the number of smokers, even though Indonesians probably smoke more cigarettes than the rest of the world put together and there are no "smoke free zones" in the whole country.
• Almost everyone plays guitar!
• Indonesians love when I take photos of them.)
• For the first time in my life I spent more than a week in one place, didn't go further than 300 meters from my bungalow, and was totally happy about it. Pulau Weh is a paradise, and even when it rains the water is still warm.
• It's cute that everyone in Jakarta mentions that Barack Obama spent 4 years of his youth there.
• IWith some many different languages, religions and customs, Indonesia might easily have been the setting for a civil war. However, it never was. Simply Bhinneka Tunggal Ika (unity in diversity).
• Somebody told me "Indonesian have no money, so smile is out charity." I think it's a slogan worth being promoted - "smile - the most beautiful charity".

more photos

and more























Nasi czerwono-włosi kuzyni / Our red-hair cousins.


Link 20.03.2011 :: 16:41 Komentuj (0)
Na co dzień nie mamy kontaktu z Naturą (przez wielkie N). Kwiaty rosną jak je posadzimy, po lesie można łatwo się przechadzać, bo wszędzie są ścieżki, a zwierzęta albo są udomowione, albo zamknięte w zoo w klatkach. Czujemy się władcami świata i nie czujemy respektu przed Naturą (chyba że ta brutalnie o sobie przypomni). Takie podejście nie działa jednak na Sumatrze.

Dżungla z perspektywy wydaje się tylko przerośniętym lasem – nic bardziej mylnego. To żywioł, który żyje własnym rytmem i naprawdę człowiek czuje się gościem, który musi uważać na każdy najmniejszy nawet ruch ręką czy nogą. Nie dość że wszędzie jest wilgotno, ślisko, wszystko się rusza i nie ma ścieżek, to na dodatek nie wiadomo co czai się w koronach drzew. Nawet w południe w niektórych miejscach jest tak ciemno, że przydałaby się latarka. I wszystko wkoło jest ogromne, tylko człowiek malutki.

Widziałam orangutany na wolności – niezapomniane przeżycie. Nie dość, że to małpy człekopodobne, uważane za najbardziej podobne do człowieka, to jeszcze mają strasznie mądre oczy. Wiecie że wyraz Orangutan jest wywodzony od malajskiego Orang Hutan oznaczającego człowiek leśny i żyją one tylko na Sumatrze i Borneo?

„Jeśli spotkamy w dżungli Minę, musimy być ostrożni, może być groźna – zaatakowała do tej pory ok. 70 osób” – te słowa padły z ust naszego przewodnika (lokalnego Casanovy, który wyglądał jakby wybrał się na spacer po parku, a nie po dżungli) na początku naszego trekkingu. Mina to orangutanica, która została jako pierwsza wypuszczona ponownie na wolność w Bukit Lawang, gdzie od 1973 działa centrum, umożliwiające orangutanom powtórną adaptację do życia na wolności . Od tego czasu wypuszczono ponad 200 orangutanów (ostatnie w 2005 r. ), wcześniej złapanych nielegalnie do pracy w cyrku czy jako atrakcje turystyczne.

Turyści w Bukit Lawang są zarazem niezbędni i niebezpieczni. Bilety wstępu do parku narodowego Gunung Leuser umożliwiają kontynuację programu, z drugiej jednak strony orangutany bardzo łatwo mogą zarazić się chorobą od człowieka i w ich przypadku nawet najmniejszy katar może być groźny. Kolejny problem „co wybrać” bez dobrego rozwiązania…

________________________________________________________________________________________

We don't have any contact with Nature in our everyday lives. Flowers only grow where we planted them, we can easily stroll in the forest because we have already made paths, animals are domesticated or locked in cages in a zoo. Man feels like being the ruler of the world and doesn't respect Nature any more (unless it preserves its power in a very brutal way). However, reality doesn't look like that on Sumatera.

The jungle mistakenly seems like a big forest from a distance. In reality, it is its own element, that lives at its own pace. Man really feels like a guest who must be aware of every move he makes. It's very humid everywhere, slippery, everything moves, paths don't exist and you never know what is in the treetops. Even at noon it's so dark in some places that a torch is essential. The surrounding world is huge, and man seems very small.

I saw orangutans in the wild - it was a breathtaking experience. Not only are they the most distantly related to humans of all the great apes, but they also have very clever eyes. Did you know that the word 'orangutan' comes from the Malay words 'orang' (man) and '(h)ytan' (forest), and they are currently found only in rainforests on the islands of Borneo and Sumatera?

'If we meet Mina in the jungle, we have to be careful - she might be dangerous, she's attacked about 70 people so far,' our guide, a local Casanova who seemed to be more prepared for a park stroll than a jungle trek, said at the beginning of our journey. Mina was the first orangutan released into the wild in Bukit Lawang, where a rehabilitation center for orangutans was founded in 1973. 200 orangutans have been released into the wild so far. The last ones were released in 2005. Before that, they were usually kept as cage animals.

Tourists in Bukit Lawang are both essential and dangerous. Entrance fees to Gunung Leuser National Park provide funds for the rehabilitation center, but on the other hand orangutans are extremely susceptible to human diseases. Another dilemma without a good solution...








Jezioro Toba - kraina mango i przydrożnych krzyży / Toba Lake – the land of mangos and roadsides crosses


Link 19.03.2011 :: 05:42 Komentuj (0)
Jezioro Toba to największe jezioro w południowo wschodniej Azji i zarazem największe jezioro powstałe w kraterze dawnego wulkanu. Mówi się, że wybuch wulkanu w wyniku którego powstało jezioro był największym w ciągu ostatnich 25 milionów lat. Samosir – wyspa położona na jeziorze – to największa na świecie „wyspa na wyspie” (z dnia na dzień coraz bardziej zakochuję się w Sumatrze).

Moja podstawowa znajomość Bahasa Indonesia (lingu franca prawie 600 języków używanych na prawie 18 000 wyspach wchodzących w skład Indonezji) na nic się zdała – Samosir jest zamieszkana przez ludzi z plemienia Bathak, którzy nie dość że mają własny język, mieszkają w tradycyjnych, wielorodzinnych, bogato zdobionych domach ze spiczastymi dachami, kobiety noszą koce na głowie, to jeszcze w większości są chrześcijanami. Gdyby nie pola ryżowe wkoło czułabym się jak na Podlasiu – co parę metrów można znaleźć przydrożny krzyż, kapliczkę czy grób, a w najmniejszej nawet wiosce centralne miejsce zajmuje kościół (pytanie tylko – katolicki czy protestancki).

W wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności zostałam zaproszona na wesele. Po prostu zatrzymałam się aby zobaczyć co to za dekoracje kwiatowe stoją przy drodze, zostałam zauważona przez młodą parę i nie miałam najmniejszych szans na ucieczkę (choć wcale uciekać nie chciałam;). Zasiadłam wśród weselników na ziemi pod wielkim namiotem, oglądałam tańce w papierowych czapkach a’la czarnoksiężnik, jadłam rękoma ryż i mięso (jedyne danie). Przy okazji znienawidził mnie lokalny fotograf, bo każdy chciał bym mu zrobiła zdjęcie.

„Gdzie znajdę najbliższy targ?” – to było moje pierwsze pytanie po przybyciu na wyspę. „Po co ci targ?”. „Potrzebuję mango, chyba jestem uzależniona”. „Aaa, najbliższy targ jest 5 km stąd, ale zawsze możesz sobie zebrać owoce w sadzie, ile tylko chcesz”.

Okolice jeziora Toba to jedno z tych miejsc na ziemi, gdzie życie płynie wg własnego rytmu – początek dnia wyznaczają rybacy zarzucający sieci, koniec – młodzież wyciągająca gitary i grająca do świtu. Jedyne zagrożenie – grupy lokalnych nastolatków, które są bardzo zdeterminowane w ćwiczeniu angielskiego właśnie z tobą. Czyli oprócz stracenia poczucia czasu nie grozi ci tu nic…

____________________________________________________________________________

Lake Toba is the largest lake in Southeast Asia and the largest volcanic crater lake in the world. It is believed that the eruption that created it was the largest on Earth in the last 25 million years. Samosir, which sits in the middle of the lake, is the largest island within an island. (I love Sumatra more every day).

My basic knowledge of Bahasa Indonesia (lingua franca for the 600 languages on the 18,000 Indonesian islands) was useless. Most of the people who live around Lake Toba are ethnically Batak. They have their own language, they still live in traditional houses with colorful decor and they are mostly Christian. The women wear blankets on their heads. Only the rice fields remind me that I'm not in East Poland - there are roadside crosses, shrines or tombs everywhere. The central point of each village is a church. (The question is - Is it Catholic or Protestant?).

I was really lucky to get invited to a traditional wedding. I just stopped to find out what the flower decorations were for, then I was noticed by the bride and groom. I didn't have any chance to escape (of course, I didn't want to:). I was seated among the guests on the ground under a big tent, watched dances in hats a'la wizard and ate rice and meat (the only dish served) with my hands. The local photographer began to hate me - everyone, as usual, wanted me to take a photo with them.

‘Where is the local market?’ – it was my first question after reaching the island. ‘For what?’ ‘ I need mangoes, I’m probably addicted.’ ‘The market is 5 km away, but you can just pick fruits in the orchard, as much you want’.

Lake Toba is definitely the place where life has its own pace - the beginning of every day is marked by fishermen, the end by teenagers starting to play guitars. The only threat is that big groups of local youngsters may be very determined to practice English with you. So, nothing threatens you except losing control over your time...














Moje 5 minut na uniwerytecie / My (very short) academic career.


Link 10.03.2011 :: 14:45 Komentuj (2)

„Byłaś do tej pory w Tajlandii, Wietnamie, Laosie i Indonezji, który z systemów prawnych oceniasz za najbardziej efektywny?” – to był właśnie jeden z tych momentów w życiu, kiedy musiałam lać wodę i grać mądrzejszą niż jestem… Hmmm, ale chwila – to nie jest pytanie które można usłyszeć od spotkanego autochtona czy innego podróżnika, ale na uniwersytecie… Tylko że ja do października miałam nie przekroczyć progów żadnej uczelni….

Po Dżakarcie odwiedziłam Bandung. Nie, nie znajdziecie tam żadnego powalającego na kolana zabytku, a oprócz pięknego położenia (góry wszędzie naokoło), pysznego jedzenia i niesamowitego masażu głowy nie ma żadnych innych powodów, by tu przyjechać. Aaa, zapomniałam o najważniejszym powodzie – Leni.

Leni poznałam w Chang Mai na konferencji CLE – w Bandung prowadzi zajęcia z prawa karnego porównawczego i jego członkinią zespołu kliniki prawa. W Indonezji studia magisterskie znaczą dużo, zazwyczaj kończy się edukację na licencjacie, więc moje 4 lata na Uniwerku Warszawskim i plan, by napisać magisterkę naprawdę robią wrażenie. Więc tym oto sposobem stanęłam przed grupą 40 studentów (którzy chyba nie zdawali sobie sprawy, że jestem niewiele starsza od nich i że w pośpiechu cerowałam rano moją jedyną sukienkę z zakrytymi ramionami) na wydziale prawa i dzielnie odpowiadałam na pytania. Początkowo myślałam, że nie będą mieli żadnych, ale moje obawy okazały się bezpodstawne – oprócz nieśmiertelnego „Czy masz męża?” pytali też o przemoc domową, posiadanie broni, przestępczość nieletnich, pornografię (ostatnio w głośnej sprawie w Indonezji małżeństwo zostało skazane za sam fakt filmowania siebie samych in flagranti ) i problemy sądownictwa w Polsce.

Jednak to nie zagadnienia karno porównawcze budziły najwięcej emocji, a wszystkie kwestie luźno związane z prawem rodzinnym. „Czy w Polsce można zawrzeć małżeństwo z kimś innej religii?” (w Indonezji nie można, na dodatek każdy musi mieć jakieś wyznanie, które ujawniane jest w dowodzie osobistym). „Tak? A dlaczego? Co w takim razie z religią dziecka”? I coś co mnie zwaliło z nóg „Czy w Polsce można mieszkać razem przed ślubem?”.

Żałuję że byłam tylko na jednych zajęciach – niesamowite jest to, że rzeczy które dla mnie wydają się czymś całkowicie normalnym dla innych są nie do pojęcia – i vice versa. I to, że każda podróż i konfrontacja z inną kulturą zmusza nas do stawiania sobie pytań o swoje własne „ja”. Poza tym nie powiem, ciekawie świat wygląda z drugiej strony katedry:)

_______________________________________________________________________

'You have been to Thailand, Laos, Vietnam and Indonesia so far. What do you think about their legal systems? Which is the most effective one?' - it was one of the moments in my life when I had to pretend I was more intelligent than I actually am....Hmm, but that wasn't the kind of question you usually get from a local or another traveler, it was the kind you'd get at university, and I wasn't supposed to visit any university until October...

I went to Bandung after Jakarta. You can't find any outstanding monuments there. The only reason to visit that place is its amazing location (the city is surrounded by mountains), yummy food and mind-blowing head massage. But to me the most important one is my friend - Leni.

I met Leni in Chiang Mai during a CLE conference. She teaches comparative criminal law and is a member of the CLE team. A master's degree means a lot in Indonesia, where one usually finishes education with a bachelor's, so my four years at Warsaw University and plans to write a master's thesis look impressive. So, I was invited to take part in one class at a local university where I faced a group of 40 students who probable weren't even aware that I'm only a little bit older than they and that I had mended my only dress that morning to add arm coverings. At first I thought they wouldn't have any questions, but my apprehensions appeared to be unfounded. Of course, every conversation in Indonesia includes the inevitable question "Do you have a husband?" But they also asked about domestic violence, weapon possession, juvenile crimes, pornography (not so long ago there was a case in Indonesia in which two spouses were sentenced to jail after filming themselves in flagranti) and the problems with the judiciary in Poland.

The comparative criminal issues weren't the most emotional - it was the family law. "Can you marry someone who follows a different religion from you?" You can't do this in Indonesia. What's more, everyone is obliged to have a religion, which is recorded on an ID card."Yes? Why? And what is the child's religion in that case?" And there was another question that really surprised me: "Can you live together before marriage?

I regret that I attended only one class - it is incredible how we perceive some issues as normal, but at the same time other people can't even comprehend our views. Every time we travel and confront another culture, it forces us to ask ourselves about who the "I" is. In addition, life looks interesting from lector’s perspective;)





Foto foto? / Photo photo?


Link 28.02.2011 :: 15:12 Komentuj (8)

Prawie 3 lata temu byłam w Indiach i od tej pory zadaję sobie pytanie: „Dlaczego ludzie sami proszą, żebym zrobiła im zdjęcie”? Rozumiem grupowe zdjęcie z bladą twarzą (może to przynosi szczęście), albo w Gudżaracie, gdzie nikt nie mówi po angielsku, ale w Dżakarcie?! No cóż, nie narzekam – poznajcie moich nowych indonezyjskich przyjaciół:

__________________________________________________________________________________

I was in India almost 3 years ago and since then I’ve kept asking myself : “Why do people sometimes ask me to take photo of them?”. I can understand group photo with paleface (maybe it brings luck), or such behavior in Gujarati, where nobody speaks English, but in Jakarta?! Well, I don’t complain – meet mu new Indonesian friends: