Cameron Highlights –truskawkowa herbata / Cameron Highlights – strawberry tea


Link 09.04.2011 :: 20:16 Komentuj (0)
Reklamy kłamią ( no dobra, nie odkryłam Ameryki)! Liście herbaty nie są zbierane przez uśmiechnięte kobiety w promieniach słońca, ale przez nielegalnych imigrantów z Bangladeszu w strugach deszczu. I nikt nie robi tego ręcznie, tylko przy pomocy wielkich, plastikowych nożyc. I co najgorsze, krzaki herbaty w ogóle nie pachną (czasami sobie myślę, że jestem bardzo naiwna – najgorsze wspomnienie z mojej wyprawy do Izraela to brak osiołka z Jezusem na czele procesji w Niedzielę Palmową ;)

Jednak Cameron Highlights to nie tylko plantacje herbaty (pierwsza została założona w 1929 r.). Obok plantacji truskawek (które nie są słodkie a przy okazji płaci się za nie jak za złoto), farm motyli, miejsc gdzie mieszczuchy mogą zobaczyć jak wygląda ul i kawiarni z prawie-brytyjskimi scones mnóstwo tu jest szlaków przez dżunglę. Oczywiście jak wszędzie ludzie z recepcji hostelu doradzają wzięcie przewodnika, ale jak tylko ma się z kim iść spokojnie można wybrać się samemu (najwyższy szczyt w okolicy ma 2031 m.n.p.m.).

Przypomniałam sobie, jak bardzo uwielbiam podróżować autostopem (nawet jak kierowca ciężarówki mówi mi, że zatrzymał się tylko dlatego że poczuł litość, bo wyglądałam jak zmokła kura). I złamałam swoją odwieczną zasadę „nie wsiadaj, jak nie łapiesz stopa a sam ktoś ci proponuje podwózkę” – najwyraźniej żałośnie musiałam wyglądać chowając się pod drzewem w trakcie ulewy na drodze donikąd. Ale gdy tylko w każdej chwili można napić się ciepłej herbaty (albo milo – lokalne kakao uwielbiane przez wszystkich, które sprawia że znowu czuję się jak mała dziewczynka) żaden deszcz jest niestraszny:)

więcej zdjęć z Malezji

i jeszcze więcej

____________________________________________________________________________________

Commercial lie (ok, it’s nothing new)! Tea leafs aren’t harvested by smiling women in the rays of sun, but by illegal immigrants from Bangladesh in pouring rain. And it’s not manual process - big plastic scissors are used. And what is the worst – tea bushes don’t smell at all (I think sometimes that I’m very naïve – my worst memory from Israel is absence of Jesus riding on a donkey at the head of procession on Palm Sunday).

Cameron Highlights aren’t all about tea plantations (the first one was established in 1929). There are strawberry farms (which aren’t sweet at all and are really pricy), butterflies farms, places where town-dwellers can see what a beehive is, cafes with almost-British scones and lots of jungle treks opportunities. Of course people working in hostels advise having a guide, but if you have a companion you can do it easily on your own (the highest peak is 2031 above sea level).

I reminded myself how much I enjoy hitchhiking (even if a truck driver claims that he stopped just because I looked like a drowned rat). And I didn’t obey my perennial rule ‘don’t get into the car if you aren’t hitchhiking and the driver stopped on his own’ – probably I looked really pathetic trying to hide from rain under the tree on the nowhere-end road. But if I can get hot tee (or milo – Malaysian variation about cocoa that makes me feel like being a child again) I really don’t care about rain;)

more photos from Malaysia

and more














Malaka – historia Malezji w kolorze łososiowym/ Malacca – Malaysian history in salmon-pink


Link 05.04.2011 :: 18:23 Komentuj (0)
Malaka to jedno z tych miast, które jest senne i spokojne w ciągu tygodnia (jedno z gatunku „przyjechałam na 2 dni a zostałam tydzień, a po 3 dniach mogłabym zacząć zarabiać jako przewodniczka…”), a w weekend zadeptywane jest przez rzesze turystów, przebywających na nocny market na Joksan Street i zakupy z pobliskiego Singapuru. Pewne rzeczy jednak nigdy się nie zmieniają. Kierowcy najbarwniejszych na świecie rowerowych riksz (przystrojonych przy pomocy sztucznych kwiatów, wiatraczków i lalek Barbie) puszczają Backstreet Boys na Placu Portugalskim (wszystkie budynki wkoło są łososiowe). Ludzie, bez różnicy czy Malaje, Hindusi, Chińczycy stoją w kolejce w porze lunchu po najlepsze w mieście ryżowe kulki z kurczakiem. Codziennie na ulicy można spotkać uśmiechniętego Chińczyka, właściciela największej kolekcji znaczków w Malezji. Charles Cham nadal z sukcesem zwraca uwagę na ważne społecznie kwestie (na czele z ochroną orangutanów) za pomocą sztuki - http://www.absolutearts.com/charlescham/ . W zapomnianych przez świat uliczkach nadal można znaleźć tradycyjne warsztaty kaligrafii czy kowalstwa.

Na podstawie historii Malaki można prześledzić historię Malezji. W dużym skrócie - początkowo mała rybacka wioska pod rządami Sułtanatu Malaki stała się jednym z ważniejszych portów regionu (gdziekolwiek się nie pójdzie, można odczuć swoistą tęsknotę za tym okresem). Na początku XVI wieku region został podbity przez Portugalczyków, a pod koniec XVII wieku ich miejsce zajęli Holendrzy, którzy to w 1824 przekazali ziemię pod kontrolę Brytyjczyków i taki stan rzeczy trwał do 1957, kiedy to Malezja ogłosiła niepodległość. Nic więc dziwnego, że w Malezji czasami czuję się prawie jak w Europie, jedząc brytyjskie scones z widokiem na wieże katolickich kościołów….

_____________________________________________________________________________

Malacca is the perfect example of the city that is sleepy and calm during weekdays ( one of ‘I wanted to spend here 2 days but I stayed for a week and after 3 days I was able to work as a tour-guide), but during weekends is full of tourists coming for the Friday and Saturday Jonker Walk Night Market and people shopping-addicted from nearby Singapore. After all some things never change. The drivers of the most colorful bicycle rickshaws on the Earth (decorated with artificial flowers, little fans and Barbie dolls) play Backstreet Boys on the Portuguese Square (all buildings around are salmon pink). People (Malay, Chinese and Indus) queue up during lunch time for the best Chinese chicken rice balls. You can meet every smiling Chinese man (the owner of the biggest stamp collection in Malaysia) every day in the same spot. Charles Cham is still successful in drawing people attention for crucial issues (like orangutans’ protection) using his art - http://www.absolutearts.com/charlescham/. There are traditional calligraphy or blacksmith workshops in obscure streets.

History of Malacca is perfect depiction of Malaysian one. Without going into details – the small fishing village during Malacca Sultanate became one of the most important port of Southeast Asia (you can feel a longing for that period wherever you go). After Malacca was attacked by the Portuguese in 1511, the invader missionaries strove to implant Catholicism within the state and Malacca’s popularity dwindled as Muslim merchants began to steer clear of the port. Malacca’s reputation increased again in 1641 when it passed into Dutch hands for 150 years and later the British assumed control for a short time, further lending to its hodgepodge of cultural influences. Nothing surprising, that I feel sometimes in Malaysia like in Europe, especially eating British scones looking at towers of catholic churches….










KL- jak dla mnie niekwestionowana stolica południowo-wschodniej Azji / KL – the undisputed capital of Southeast Asia


Link 01.04.2011 :: 16:10 Komentuj (0)
Czy wiecie może o jakimś stypendium na studia podyplomowe w Kuala Lumpur? Ja, wielbicielka gór, ciszy i wiosek po prostu zakochałam się w tym mieście. Oczywiście częściowo dzięki temu, że mieszkałam u Asnidy, która nie dość że pracuje na uczelni (a więc znowu moja noga przekroczyła progi uniwersytetu:), to jeszcze zna wszystkie miejsca, w których warto jeść (ale o jedzeniu w Malezji napiszę jeszcze coś więcej). Poza tym, to miasto sprawia wrażenie przemyślanego, zadbanego i stworzonego dla ludzi.

W KL w idealny sposób wyważone są relacje między azjatyckim chaosem i zachodnim ładem. Z jednej strony można wydać fortunę kupując podróbki-prawie-jak-oryginały w chińskiej dzielnicy; pić lassi i zrobić sobie tatuaż henną w hinduskiej części i odwiedzić Masjid Negara - meczet narodowy. Z drugiej człowiekowi dosłownie szczęka opada, gdy staje przed Petronas Tower, metalowo-szklanych najwyższych na świecie bliźniaczych wieżach (452 m.), które robią wrażenie nawet na architektonicznych laikach takich jak ja;)

Wszyscy tu mówią po angielsku, drogi są szerokie (chodniki za to wąskie) wszędzie da się dojechać lokalnym transportem (na dodatek mają przedziały tylko dla kobiet, całe w różowych znakach), mnóstwo zielonych terenów, park ptasi gdzie można poczuć się znowu dzieckiem i karmić papugi i najwyższy na szczycie maszt flagowy na placu Niepodległości ( Merdeka Square). Po raz pierwszy od kiedy zarzuciłam plecak na plecy moja obecność nie wywoływała euforii/zdziwienia/ciekawości wśród autochtonów ( hmmm, muszę się przyznać że to dość dziwne uczucie, czułam się prawie jak niewidzialna). Gdy dodać to tego loty Air Asia, dzięki którym da się dolecieć tanio i prawie wszędzie (teraz nawet łącznie z Europą), powstaje nam miasto idealne.

____________________________________________________________________________

Do you know about any scholarships for post-graduate study in Kuala Lumpur? Even though I'm a lover of mountains, silence and villages, I have fallen totally in love with that city. Part of the reason was that I was hosted by Asnida, who is not only a tutor (which means I visited a university again) but also knows every place you should eat (I promise to write more about food in Malaysia soon.) Besides that, the city seems to be well-planned, well-kept and people-oriented.

In KL, both Asian chaos and western order are perfectly combined. You can spend a fortune on convincingly fake goods in Chinatown, drink lassi or get a henna tattoo in Little India or visit Masjid Negara - the National Mosque. Petronas Towers, the tallest twin towers in the world (452m.) are really jaw-dropping, even for architecture layman like me;)

Everyone speaks English, the roads are wide (but sidewalks narrow), you can go everywhere by public transportation (women can use special female-only carriages with pink signs), there are plenty of green areas, there is a free-flying bird park where you can feel like a child again and feed parrots, and the tallest flag pole in the world at Merdeka (Independence) Square. For the first time since I started traveling, my presence hasn't caused astonishment or curiosity among the locals. To be honest, sometimes I felt like an invisible woman. Another attractive thing si that KL is the hub for Air Asia airlines, so you can go almost everywhere, even to Europe, very cheaply.