czyli świątynie w cenie 1 $*...

Nie wiedziałam, że tyle rzeczy na świecie może kosztować jednego dolara… Przejażdżka tuk-tukiem, butelka wody, komplet 20 bransoletek z muliny czy 10 pocztówek wyglądających jak drukowane na domowej drukarce… To też chyba cena szczęścia, zmiany życia na lepsze czy cudu – każde dziecko czy ofiara miny lądowej w Siam Reap prosi o jednego dolara.

Siam Reap to trochę taka zachodnia enklawa w Kambodży. Rocznie to miasto odwiedza 2 miliony turystów (przy 128 tysiącach mieszkańców). A raczej nie odwiedza, tylko śpi i je, a zwiedza okoliczny Ankor Wat. Turyści wpadają zazwyczaj na 3 dni, aby później uciec z powrotem do bezpiecznej i sterylnie czystej (jak na azjatyckie warunki) Tajlandii. Jedzą w lokalnych knajpach z angielskim menu, wyjmują dolary w lokalnych bankomatach a wieczorami chodzą na bazary, by stargować najlepszą cenę za posążek Buddy. Chodzą po ruinach w przykusych spodenkach (bo gorąco), pomimo tego że Angkor to nadal miejsce święte dla buddystów. I dla ich dobra władze miasta zakazały wypożyczania motorów (sic!!!).

Angkor Wat to największa świątynia w Angkor – pozostałościach miasta, które uznawane jest za największe miasto na świecie sprzed rewolucji przemysłowej (jego potęga przypadła na okres od IX do XIII w. i zamieszkiwane było przez ponad milion osób). A teraz o potędze Khmerów świadczą tylko ruiny świątyń, porozrzucane na terenie 400 km2. Świątynie przytłaczające swoim ogromem (jak Angkor Wat z 3 wieżami) i ledwo widoczne pomiędzy drzewami. Te zadeptywane przez turystów i te, którymi prawie nikt się nie interesuje. Położone na wzgórzach, wyspach, w dżungli. Wszystkie bogato zdobione, przepełnione asparami – tańczącymi topless nimfami uosabiającymi kobiece piękno i nagami – wielogłowymi wężami – strażnikami. Kamienne twarze, posągi buddy, drzewa rozsadzające świątynie…

Zakochałam się w świątyni Banteay Srey, położonej 37 km od głównego kompleku. Dzięki temu można tam trochę pobyć samemu (polecam zaraz po wschodzie słońca, świątynia jest czerwona i w porannych promieniach prezentuje się jak z bajki). Szkoda tylko że pan policjant jest bardzo chętny by wpuszczać do środka świątyni, która jest w renowacji (oczywiście za dolara…).

Angkor Wat warto odwiedzić, bez dwóch zdań. Ale przede wszystkim warto pojechać do Kambodży, przejechać się motorem po wioskach, pograć z dziećmi na plaży, spróbować soku z trzciny cukrowej, przeżyć slalom autobusem pomiędzy dziurami na autostradzie i zostawić Lonely Planet w domu (w tym kraju jak w żadnym innym). Bo Siam Reap to nie Kambodża…

*Prawie wszystko w Siam Reap kosztuje 1$, oprócz biletu wstępu do kompleksu świątynnego – ta cena jest bardzo zachodnia…

__________________________________________________________________________________

or a tempe that costs 1$*...

I haven’t known that so many thinks cost 1$... A tuk-tuk ride, bottle of water, 20 bracelets made from colorful strings or 10 postcards looking like printed on home printer. It seems that 1$ is also the price of happiness, life change or miracle – every single kid of land mine casualty beg for 1$.

Siam Reap is a Western enclave in Cambodia. It’s visited by 2 million tourists every year (and it has just 128 000 inhabitants). Ups, shouldn’t have written “visited”, they just come to eat and sleep here, but actually they visit nearby Angkor Wat. Tourists usually come just for 3 days, and after that return to safe and sterile (for Asian standards) Thailand. They eat in local restaurants with English menu, use local ATM to get dollars and spend evening on markets, barging for the best price for a Buddha statue. They walk around ruins in skimpy shorts (it so hot), even if it still holly place for Buddhists. And the authorities have banned motorbike rental (for the sake of foreigners).

Angkor Wat is the biggest temple in Angkor – the remains of the city, which flourished from approximately the 9th to 13th centuries and was inhabited by more than million people (that makes Angkor the biggest city ever before industrial revolution). Nowadays, the only vestiges of Khmer power are ruins of temples, spread over surface of 400 km2. Temples so big, that overwhelming, like Angkor Wat with its 3 towers and so small, that is very difficult to notice them among trees. Temples trampled by tourists and the ones, that nobody cares about. Located on the hills, islands, in the jungle. All of them are richly decorated and full of Asparas (celestial nymphs, always bare-breasted and usually dancing, representing an ideal of female beauty)and Nagas (many-headed mythical serpent). Stone faces, Buddha statues, trees destroying temples…

I fall in love with Banteay Srey, the red colored temple located 37 km north of Angkor Wat red colored temple. Not so many tourists come here and it’s possible to enjoy the quite. But it’s a pity, that the policeman is really eager to let you go inside the temple, that is under renovation (of course for 1$).

There is no doubt that Angkor Wat is a must-see place. But the most important is to go to Cambodia – ride a motorbike through villages, play with children on the beach, drink some sugar cane juice, survive bus ride among road holes on the highway and leave Lonely Planet home (here it’s even more important than in other countries). Because Siam Reap is not Cambodia…


*almost everything in Siam Reap cost 1$, except passes – their price is very western…

















Name:

Komentarze: