Nigdy nie do końca wiadomo, dlaczego coś jest naszym marzeniem – oczywiście, spełnienie marzeń ma nas uczynić szczęśliwymi, ale dlaczego właśnie to, a nie tamto? Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy chodzi o marzenia z dzieciństwa – kto pierwszy wspomniał o danym miejscu, rzeczy, osiągnięciu? Ja miałam od niepamiętnych czasów dwa wielkie podróżnicze i racjonalnie niewytłumaczalne marzenia – Tadż Mahal i Bajkał (niezły rozrzut;). I oba te miejsca są po prostu magiczne….

O Bajkale nie powinno się pisać, powinno się go… przeżyć. Zasłuchać się w legendę o córce władcy jeziora przemienionej w skałę, wbiec do wody prosto z bani (i wrócić do bani jak najszybciej), zjeść świeżo złowionego omula. Można też przejrzeć się w idealnie turkusowej wodzie, zatrzymać się w zachwycie nad widokiem zachodzącego słońca, iść plażą do utraty tchu, zasłuchać się w fale takie jak nad morzem, poszukać śladów szamanów na wyspie Olchon. I przede wszystkim poczuć się malutkim w stosunku do Natury.

Za każdym razem, gdy mówię, że „Ja Poliaczka i paniemaju pa ruski niemnożka” wszystkim moim rozmówcom zaczynają się oczy świecić i rozwiązują się języki – Polaków wokół Bajkału się lubi. I to nie tylko dlatego, że w sezonie przyjeżdżają tu tłumy Polaków chcących na własnej skórze przekonać się, jaki Bajkał jest zimny. W żyłach wielu osób płynie Polska krew – pierwsi zesłańcy polityczni pojawili się w okolicach Irkucka już w 1806 roku, część z nich oczywiście powróciła do kraju, jednak część postanowiła z Syberii uczynić swój dom – w Irkucku pradawnymi czasy najpopularniejsze zakłady rzemieślnicze, piekarnie i sklepy należały do Polaków. A wygasły wulkan w Dolinie Tunkińskiej nosi imię Czerskiego – polskiego badacza Syberii – samouka.

„Dziewuszka, dziewuszka, chodź będziemy pić” – zawołała jedna z kobiet rozkoszująca się sobotą na przylądku Choboj, najdalej na północ wysuniętym punkcie na Olchonie. Ona i jej 3 towarzyszki rozpijały właśnie półtoralitrową butelkę wódki siedząc na kocu – całość wyglądała jak scena wycięta z PRL-owskiego filmu. Wkoło smutne kółka zataczał ich trzeźwy kierowca… Spojrzałam na zegarek – nie było jeszcze południa. „Jak pić nie będziesz, to chodź chociaż jeść – masz tu masz chleb i kiełbasę, Luba sama zrobiła! I pączek. A na zagryzkę cebulę. Smaczne?” – „Uhu” – odpowiedziałam inteligentnie zastanawiając się, co zrobić z cebulą. „My to taka wesoła kompania, teraz będziemy śpiewać!”. I zaśpiewały „Kalinkę” a ja się cichutko przyłączałam do refrenu. I później zaczęły opowiadać – kto gdzie mieszka i co robi. I dziwiły się, że podróżuję sama („Sama? Masz więcej kiełbasy!”). I pilnowały, żebym za blisko do brzegu jeziora nie podchodziła, bo już niejeden stracił tu życie. I pozowały jak modelki do zdjęcia. A ja sobie pomyślałam, że pomimo wszystkich strasznych historii zasłyszanych od podróżników w Mongolii, deficytu w sklepach (wszystkiego oprócz wódki i słodyczy, tego zawsze jest pod dostatkiem) i dziwnych przepisów wizowych, bardzo lubię Rosję.














Name:

Komentarze:

19.02.2013, 12:49 :: 83.29.0.160
Magda
Ładne zdjecia, zwłaszcza dzieciaki w poprzednuch postach :)

pozdrawiam

www.mycards.pl