Boso i z miską / Barefoot and with the bowl


Link 16.01.2011 :: 13:34 Komentuj (4)
Od ponad 3 miesięcy mieszkam w buddyjskich krajach, mój znajomy w tym czasie na 2 tygodnie stał się mnichem, przez cały pobyt w Chiang Mai codziennie parę razy przechodziłam przez Wat Suand Dok, a nadal chyba mam problem ze zrozumieniem buddyzmu. Chciałabym wszystko zmierzyć kategoriami naukowymi, najlepiej wyczytać w świętej księdze (której brak) i na każde pytanie mieć jasną odpowiedź tak lub nie. A odpowiedzi na pytania dotyczące buddyzmu różnią się w zależności od tego, kto udziela mi odpowiedzi – mnich, mój znajomy, czy ktoś przypadkowo spotkany w świątyni. Nie wynika to z ich niewiedzy, po prostu nie ma czegoś takiego jak jedna religia buddyjska, wystarczy, że mnisi uczyli się w różnych szkołach świątynnych, a poznali różne interpretacje zasad religijnych.

Podświadomie jednak czuję, że buddyzm nie polega na rozumieniu i wierzeniu, ale na czynieniu. Na otaczaniu opieką wszystkiego, co żywe, szanowaniu innych, dbania o swoją karmę, stawaniu się coraz lepszym. Może dlatego czuję się tu tak bezpiecznie?

Mnisi Theravada (jeden z odłamów buddyzmu) mogą jeść tylko to, co ofiarują im ludzie. Dlatego też każdego ranka wyruszają boso i z miskami na ulice, a ludzie w zamian za błogosławieństwo dają im jedzenie, które później dzielone jest w ramach wspólnoty świątynnej. Gdy w Chiang Mai jeździłam na rowerze przed pracą, spotykałam mnichów przechadzających się w chaotyczny sposób pomiędzy nadal śpiącymi ulicami i porannym bazarem. Natomiast w Luang Prabang (dawna stolica Laosu) codziennie ok. 300 mnichów kroczy w szeregu główną ulicą miasta, ludzie rozkładają maty na chodnikach i klęcząc ofiarowują dary, turyści kupują ryż od ulicznych sprzedawców, a przewodnicy krzyczą: „Panie, pamiętajcie, nie wolno dotykać mnichów!”.

_______________________________________________________________________________

I've been living in Buddhist countries for more than 3 months. During that period my friend became a monk for 2 weeks and I passed Wat Suan Dok every single day during my stay in Chiang Mai, but I still have difficulties understanding what Buddhism is all about. I wish I could discover that religion using some "science tools," read a holy book (in Buddhism, it doesn't exist) and find a simple "yes or no" answer for my questions. On the contrary, the responses differ depending on who answers - the monk, my friend or some stranger I met in the temple. It doesn't prove that they lack knowledge. The idea of a single Buddhist religion is just a fiction. The monks who studied in different schools might, for example, give different responses due to various interpretations of religious rules.

Deep inside, I have a feeling that Buddhism isn't about understanding and belief, but about action. It's about taking care of every living creature, respecting others, remembering about karma and becoming a better person every day. Maybe that's the reason I feel so safe here?

The Theravada monks (one of the Buddhist sects) are allowed to eat only that which is given by people. That's why every morning they walk barefoot and with offering bowls, and people give them food in return for the blessing. The collected products are shared among the monastery community. When I was riding my bicycle before work in Chiang Mai, I kept meeting monks who walked in a very erratic way between still-sleeping streets and the morning market. In Luang Prabang (The previous capitol of Laos) the parade of almost 300 monks walks down the main street every morning. Local people kneel on mats and make their offerings, tourists buy rice from street vendors and travel guides shout: "Ladies, don't touch the monks!"