Pisze: Natalia
Komentuje: Marta

Marta ma kryzys w związku z życiem w małym mieście (przypominam, że Chiang Mai to drugie co do wielkości miasto w Tajlandii. Co nie zmienia faktu że jest wciąż małe. Gdzie się mieści ten milion ludzi!?) a ja po prostu lubię sztukę i dlatego też wybrałyśmy się dzisiaj na wystawę „Współczesna sztuka Birmy” do Centrum Sztuki Uniwersytetu Chiang Mai (CMU - największa uczelnia w Tajlandii). Właśnie – oprócz świątyni z mnichami bardzo chętnymi do pogaduszek (dziś zostałam zagadana przez jednego na ulicy! Nie powinni, a wygląda na to, że robią to częściej), braku turystów czy taniego tajskiego masażu, nasza dzielnica posiada jeszcze jedną niewątpliwą zaletę – tuż obok znajduje się kampus CMU.
Myślę, że mój mikrokryzys został wywołany przez wszystko, a brak chodników był tą jedną rzeczą za dużo (chociaż dobra kawa, europejska muzyka i manicure wystarczą żeby go pokonać)

Oczywiście przed oczyma miałyśmy ty miałaś obraz centrum sztuki urządzonego w jednym pomieszczeniu w wielkości naszej łazienki (na dodatek znajdującego się w podziemiach) i obrazów, na które nie wiadomo z której strony patrzeć (przynajmniej ja nie wiem, jakoś Jean Dubuffet do mnie nie przemawia) albo co najmniej sztuki politycznej rodem z Korei Północnej . Na szczęście spotkała nas miła niespodzianka – jasna, przestronna galeria składająca się z kilku pomieszczeń, obrazy które można by starać się przyporządkować do różnych stylów (pytanie tylko po co) i sklep muzealny na poziomie Smithsonian a nie Zamku Królewskiego. Uwielbiam sklepy muzealne i jako ekspert mogę powiedzieć, że ten był całkiem niezły, 7/10. Galeria była niespodzianką, to znaczy wiecie, spodziewałam się czegoś w stylu: dziewczęta w strojach ludowych, złoty Budda, słonie, Budda, tygrys w krzakach i może jeszcze jeden Budda. A ponieważ znawczynią sztuki nie jestem (ale miłośniczką tak:) więc lepiej skończę pisać i dam Wam szansę by obejrzeć kilka zdjęć:

_______________________________________________________________________________________

Text: Natalia
Comments: Marta

Marta has depression due to our stay in little town ( Chiang Mai is the 2nd largest city in Thailand it doesn't change the fact that it's still small, where this one million people fits!?) and I am simply fond of art, that’s why we decided to go to „Myanmar Contemporary Art Exhibition” in Art Centrum of Chiang Mai University (the biggest university in Thailand). Aside from temple with very talkative monks (today one of them started to chatting with me on the street! They are not supposed to, but it seems they do it more often...), lack of tourists and cheap Thai massage, our district has one more undoubted advantage – it’s nearby CMU.
Hmmm... I think my microcrisis was caused by everything, and lack of pavements was this one little thing that was a one too much. (But c'mon, good coffee, european music and manicure is enough to defeat such blue mood).

Of course we YOU envisioned that Art Centrum as one room (of the same size as our restroom) in a basement and we won’t be able to decide from which side we should look at paintings (for sure Jean Dubuffet isn’t my favourite artist. At least it's figurative art. Sometimes) or at least art will be political focused as in North Korea. Fortunately, we were very nicely surprised – the gallery consists of some light rooms, paintings might be connected to different art styles (the question is – what for?) and museum shop is more similar to Smithsonian’s than Warsaw Royal Castle’s one. I love museum shops, and as an expert I can say that this one was pretty good. 7/10. Gallery itself was surprising, I was expecting something more, you know, girls in traditional costumes, golden Buddhas, elephants, Buddhas, tigers in a bush and maybe one more Buddha. I’m not an art expert (but art lover for sure), so better you have a look at some pictures:





Name:

Komentarze:

18.10.2010, 22:04 :: 79.191.149.139
ola
europejsko to wygląda:)
na krysys to czekolada, a nie muzyka. napiszcie co robicie dla organizacji!