tekst:Natalia


Wiesz ile musi minąć czasu od zakwitnięcia krzaku kawy do filiżanki cudownej i aromatycznej latte? 14 miesięcy! 7 miesięcy zajmuje kwiatom przeistoczenie się w owoce kawy (w środku owocu czerwonej lub żółtej znajdziesz dwa ziarnka kawy, które nie są czarne, ale beżowe i otoczone słodką powłoką). Następnie owoce zbiera się ręcznie (tylko te soczyście kolorowe), maszyna wyłuskuje ziarna, które się płucze przez dwie doby, przez kolejne 48 godzin ziarna są suszone na słońcu, a na końcu przez kolejne 7 miesięcy przechowuje się w suchym miejscu. I dopiero takie ziarna są gotowe do prażenia. Tego wszystkiego i wielu innych rzeczy o zrównoważonym rozwoju i organicznym rolnictwie dowiedziałyśmy się przez weekend spędzony na wysokości 1500 m.n.p.m. w jednej z wiosek plemienia Akha – Maejantai.

Jednym z najważniejszych powodów, dla których podróżuję, to ludzie, których nigdy nie spotkałabym biegając między pracą a uczelnią. Ludzie inspirujący i w pewien sposób łamiący wszystkie konwenanse. Lee jest niewątpliwie jednym z nich. Pochodzi z Maejantai i jest najstarszy z 4 rodzeństwa. Skończył przyklasztorną szkołę (pomimo tego że nie jest buddystą). Wtedy właśnie, aby nauczyć się angielskiego, zagadywał turystów w popularnych watach w Chiang Mai, aby tylko z nimi porozmawiać. Jako pierwszy ze swojej wioski ukończył uniwersytet, dostał pracę w międzynarodowym NGO i… po 3 latach ją rzucił. Postanowił, że chce zrobić coś dla swojej społeczności. A że kocha kawę, właśnie tym postanowił się zająć. W ramach projektu „Akha Ama” (który powstał 8 miesięcy temu) zdołał przekonać 1/3 rodzin w wiosce, by przestawiły się na organiczne rolnictwo (rezygnacja z używania chemikaliów - następuje to stopniowo) i aby zaczęli podchodzić oni do rolnictwa w sposób zintegrowany (teraz pomiędzy krzakami kawy rosną brzoskwinie, orzeszki i papaje). Zaczął też skupować od rolników kawę po sprawiedliwej cenie (a raczej obiecywać, że za nią zapłaci, jak sprzeda ją kawiarniom w Chiang Mai i sieciom supermarketów – oczywiście słowa dotrzymuje) i założył małą kawiarenkę, gdzie kawa parzona jest z sercem.

W 8 miesięcy Lee udało się zrobić bardzo dużo – zmienił podejście niektórych mieszkańców swojej wioski. Jednak aby zrealizować jego marzenia potrzeba jeszcze sporo wysiłku i czasu – chce, aby w projekt zaangażowane były wszystkie rodziny z Maejantai. Chciałby również móc utworzyć fundusz, z które mógłby częściowo płacić rolnikom za kawę w formie zaliczek. Marzy również o eksportowaniu kawy na rynki, gdzie organiczna żywność jest bardziej popularna (np. UE and USA), ale aby to zacząć robić musi uzyskać certyfikat „fair traid”, a wbrew pozorom aplikacja sporo kosztuje…

Północna Tajlandia nie jest ojczyzną Akha, wielu z nich nie ma tajskiego obywatelstwa, część nie zna nawet języka tajskiego. W latach 40 XX wieku zostali oni zmuszeni przez sytuację polityczną do opuszczenia południa Chin i obecnie można ich znaleźć w całym regionie tzw. Złotego Trójkąta (Birma, Laos, Tajlandia) – rejonie znanego do niedawna z upraw opium. Na początku lat 90. rodzina królewska zapoczątkowała projekt, którego celem było wprowadzenie nowych roślin na miejsce opium, które też byłyby dochodowe dla rolników – tym oto sposobem zaczęli oni uprawiać kawę i herbatę.

Dopiero tutaj zobaczyłam, co to tak naprawdę sprawiedliwy handel. I jak daleka droga przed nami wszystkimi, żebyśmy mogli bez cienia wątpliwości używać przymiotnika „sprawiedliwy”. Lee skupuje ziarna kawy gotowe do prażenia po 85 bathów za kilogram (najlepsza cena w Tajlandii) – jednak nadal tyle samo kosztuje mała kawa w lokalnym Starbucs’ie…

Ludzie z plemienia Akha są uśmiechnięci, a wydawać by się mogło, że nie mają powodu. Do wioski jedzie się godzinę samochodem terenowym po takiej drodze, że czasami nie nazwałabym tego nawet bieszczadzkim szlakiem. Mieszkają w drewnianych chatach na palach, wiatr gwiżdże między deskami, a jedyne źródła energii to mała elektrownia wodna i kolektory słoneczne. Wieczorami spotykaliśmy mężczyzn wracających z polowania z ponad 2-metrowymi strzelbami (technologia sprzed 200 lat). Pomimo tego nie brakowało nam koców, pysznego jedzenia, bawiących się dzieci wkoło, a wszyscy w wiosce w niesamowity sposób szanują przyrodę i przodków (plemię Akha wyznaje wierzenia animistyczne, dlatego wioska otoczona jest ze wszystkich stron drewnianymi bramami z magicznymi symbolami, które mają uniemożliwić złym duchom przedostanie się do osady). Miałyśmy szczęście – trafiłyśmy na nowy rok. Rankiem zabito bawoła wodnego, aby każda z 32 rodzin dostała trochę mięsa z okazji święta. A na odjezdne dostaliśmy od Akha Ama (czyli mamy Lee – to ona była „modelką” przy tworzeniu logo) ciastka z lepkiego ryżu zawinięte w liście bananowca. Jestem pewna, że gdyby nawet za kawę zaczęto płacić tyle, ile tak naprawdę ludzie wkładają w jej uprawę pracy, to ich gościnność i otwartość na innych nie ulegną zmianie.

Akha Ama Coffee
Telefon: +6686 915 8600
Web: www.akhaama.com

________________________________________________________________________________

text:Natalia

Do you know how much time it takes from blossoming of the coffee bush to the cup of outstanding and aromatic latte? 14 months! Flowers need 7 months to transform into cherries (you can find two coffee beans inside a yellow or red cherry). Cherries are harvested by hand, the beans are shelled on the same day and then mucilage is removed by soaking the beans in water for 48 hours. After that beans are dried in the sun for the next two days and stored in a dry place for 7 months. And only then are the beans ready to be roasted. We discovered all this (and other interesting issues about sustainable developing and organic agriculture) during the weekend spent in hill tribe Akha village – Maejantai (1500 m below sea level).

People that I never would be able to meet running between my university and job, are one of the most important reason why I travel. Inspiring and transcending social strata. Lee is for sure one of them. He was born Maejantai and is the oldest among 4 siblings. He went to a temple school (even though he is not Buddhist) and during that time he spent hours at one of the Buddhist temples frequently visited by foreign tourists, starting conversations with them just to improve his English skills. He was the first one in his village who finished college, was employed in an international NGO and… after 3 years he quit. Lee decided that he wanted to do something to improve the situation of his local community. He loves coffee, that’s why he decided to set up “Akha Ama” project in March 2010. After 8 months he has succeeded in convincing 1/3 of the village families to adopt both organic farming techniques (replacing chemical fertilizers) and integrated farming (now you can find papaya and peach trees among coffee bushes). He started buying some of the coffee at a fair price (to be strict, he started to promise that he would pay for coffee if he succeed in selling coffee beans to Chiang Mai cafes and supermarkets – so far he is keeping his promise) and also opened a small coffee corner, where coffee is brewed with passion.

Lee was able to do a lot during the last 8 months – he changed attitudes of some people from his village. However, still lot of time and effort is needed to make his dreams come true. He wants to get all the people from Maejantai involved in the project. He is eager to pay farmers for coffee beans in advance (partially), but he needs to have some savings (in form of a fund) to do it. Lee is looking to export his coffee to places like the EU and USA, but selling coffee in foreign markets as certified organic and free-trade requires a lot of time and money.

North Thailand isn’t the homeland of the Akha hill tribe. Lots of Akha people don’t have Thai citizenship or even can’t speak Thai. They were forced to leave south China by the political situation in the 1940s. Nowadays they can be found in Burma, Laos and Thailand (collectively known as the Golden Triangle)- the region famous for its past opium plantations. In the 1990s, the Thai royal family began projects to replace the production of opium in the region with other crops – that’s why Akha people started to cultivate tea and coffee.

Maejantai was the first placed I really realized what fair trade is all about. And how long a road is still ahead beforewe could without shame use the word “fair”. Lee buys coffee beans ready to be roasted for 85 bhat per kilo (the best price in Thailand) – but still it is the value of a small cup of coffee in the local Starbucks.

Akha people keep smiling, even if it may appear that they don’t have any reason to be happy. It takes an hour long pick-up truck ride to get to the village (the road sometimes doesn’t resemble a road). They live in wooden huts on poles, the only electricity sources are solar panels and the hydroelectric power station. In the evenings we met men coming back from hunting with 2 meter long guns (technology from 200 years ago). Nevertheless, we didn’t lack blankets, delicious food, children playing around and every person in the village respected nature and ancestors in a way I’m not able to fully understand (Akha people are animists, the whole village is surrounded by wooden, simple gates that protect the settlement from bad spirits). We were very lucky – during our stay in Maejantai they celebrated New Year. In the morning the water buffalo was killed and the meat was shared among 32 families. And when we were leaving, Akha Ama (Lee’s mother – she was the model for the project logo) gave us traditional cakes made from sticky rice. I’m sure, that even if they were paid for their coffee comparable to the effort they put into planting and harvesting, their hospitality and open hearts wouldn’t change.

Akha Ama Coffee
Phone: +6686 915 8600
Web: www.akhaama.com














Name:

Komentarze: