Laos - coś więcej niż kawa, kolonializm i komunizm.../ Laos – something more than just coffee, colonialism and communism…


Link 31.01.2011 :: 11:26 Komentuj (3)
Laos zaskakiwał mnie przez ostatnie 4 tygodnie codziennie, zazwyczaj bardzo pozytywnie (ludzie, widoki, energia), czasami trochę mniej (szczególnie jeśli chodzi o drogi i ceny). Jednak na pewno z chęcią kiedyś tu wrócę (tym razem przygotowana na przemierzenie kraju na motorze:) i każdemu polecam spędzenie tu trochę czasu (nie można tu się spieszyć, nawet jeśli się bardzo chce). Oto moja subiektywna lista powodów, dla których warto nie myśleć o Laosie tylko w kategoriach „post-kolonialnego kraju, gdzie obecnie Chiny mają dużo do powiedzenia”, ale spróbować odkryć coś więcej (najlepiej z perspektywy hamaka:)

Laos has been surprising me every day for the last four weeks, usually in a very positive way (people, views, energy), sometimes in a slightly different way (especially roads and prices). But for sure I am eager to come back here one day (I would be prepared for travelling on a motorbike:) and I can sincerely recommend it for everyone who has some time (you can't be in a hurry here, even if you really want to). So, here's my list of reasons not to think of Laos as just another "post colonial country," but to try to discover more. (The best perspective for this is from a hammock:)

1. Wsi spokojna, wsi wesoła… Jeśli ktoś nie jest wielkomiejskim typem, to Laos jest strzałem w dziesiątkę. 70% populacji kraju nadal mieszka na wsi, często w bambusowych chatach, bez elektryczności i bieżącej wody. Jednak już dawno nie widziałam tak szczęśliwych ludzi, spokojnych dzieci, uśmiechniętych staruszków. Spędźcie noc w wiosce, w której wcale nie planowaliście, posiedźcie razem przy ognisku, przyjmijcie zaproszenie na wesele czy lokalną imprezę, umyjcie się w strumieniu (oczywiście grzecznie owinięci w sarong), zjedzcie to, czym Was poczęstują i pobawcie się z dziećmi bez patrzenia na zegarek a gwarantuję Wam, że też będziecie totalnie szczęśliwi.

1. Rural life... If you aren't the "big city" type, Laos hits the bulls-eye. 70% of the population lives in villages, often in bamboo huts without electricity and running water. However, it's been a long time since I've seen such happy people, calm children, and smiling old people. Stay overnight in a village where you haven't planned to stay, sit together with locals around a bonfire, join a wedding party, wash yourself in the stream (while wrapped in a sarong, of course), eat what people give you, play with the children without worrying about the time and I can guarantee that you will be totally happy.




2. Ahoj, czyli pływanie łodzią… Biorąc pod uwagę stan dróg i autobusów (zazwyczaj siedziałam na bambusowych kijach w przejściu, ściśnięta pomiędzy kurami, workami z ryżem a wymiotującym dzieckiem) pływanie łodzią jest na pewno przyjemniejsze i chyba bezpieczniejsze (szczególnie że na dziobie jest ołtarzyk na którym przed wypłynięciem składa się ofiary). W Laosie jest ku temu mnóstwo okazji, zarówno na dłuższych dystansach jak i po prostu z wioski do wioski – czasami bilet jest niepotrzebny, wystarczy zapytać spotkanego rybaka.

2. Boats...Taking the condition of roads and buses into consideration (usually I was sitting on bamboo sticks in the aisle among chickens, vomiting children and bags full of rice), boats are definitely a more comfortable and probably safer means of transportation (there is a little altar on the bow where offerings are given before every voyage). In Laos you will find plenty of opportunities to ride, both for longer and shorter distances. Sometimes you don't even need a ticket - just ask any fisherman.



3. Kong Lo – są takie miejsca, w których przypominam sobie jaki człowiek jest malutki w porównaniu do Natury. Kong Lo to jedno z takich miejsc – długa na 8 kilometrów jaskinia, którą można przepłynąć drewnianą łodzią w egipskich ciemnościach. Sklepienie jest czasami na wysokości 100 metrów, więc łapałam się na zastanawianiu się, czy nadal jestem w jaskini czy to już nocne niebo nade mną…

3. Kong Lo... There are some places that remind me how small man is compared to nature. Kong Lo s decidedly one of them. It is an 8-kilometer-long cave, totally dark, which you can pass in a small wooden boat. It is 100 meters high in some parts, so I caught myself wondering if I was still in the cave or if it was already the night sky above me.



4. Płaskowyż Bolaven – moja ukochana kraina na południu, pachnąca kawą i herbatą, z tysiącem ukrytych wodospadów, zamieszkała przez różne plemiona i idealna do motorowych wycieczek.

4. Bolaven Plateau... My beloved land in the south, smelling of coffee and tea, with thousands of hidden waterfalls, inhabited by various tribes and ideal for motorbike trips.