Myślałam, że nie ma na świecie spokojniejszego i powolniejszego miejsca niż Chiang Mai. Powinnam się nauczyć, żeby nic nie zakładać z góry – znowu się myliłam. Laos (byłam dopiero w dwóch największych miastach – nowej – Vientiane - i starej - Luang Prabang - stolicy) to po prostu oaza spokoju. Kierowcy tuk tuków wewnątrz swoich wehikułów mają zamontowane hamaki, by korzystać z każdej możliwej chwili odpoczynku, handlarki w przerwie między petentami malują sobie paznokcie u stóp, skrzynki pocztowe zrobione są z kartonów, w stolicy wyzwaniem jest znalezienie bankomatu, a pewnej pięknej nocy zwinięto asfalt na głównej trasie Laosu i zapomniano rozwinąć…

Laos to dynamiczna mieszanka barwnej przeszłości (co nie znaczy że zawsze szczęśliwej) i wpływów bardziej liczących się w świecie sąsiadów (przyznajcie się, kto słyszał coś więcej o Laosie niż to, że istnieje?). Chińska parada przechodzi tutaj tuż obok kawiarni „Mon ami”. Na śniadanie można zjeść bagietkę z … tofu. W menu obok tradycyjnych tajsko brzmiących dań znajdziemy laap (pikantną sałatkę z mielonego mięsa i ziół). Na każdym szanującym się post- (bądź pseudo-) kolonialnym domu powiewa dumnie flaga Laosu i czerwona z sierpem i młotem. Amerykańskich skrzynek pocztowych używa się jako koszy na śmieci. Na ulicach wszyscy grają w bulle, a bilbordy społecznie zaangażowane przypominają te z okresu socrealizmu. Tylko mnisi wyglądają na niewzruszonych, przemierzając ulice w swoich pomarańczowych szatach.

Ludzie w Tajlandii byli mili, ale tutaj boli mnie szczęka od odpowiadania na „Sa bai dee” od każdego, kto mnie mija – bez różnicy, czy to uczniowie jadący na rowerach do szkoły (którzy bardzo się chyba dziwią, że jestem w stanie przejść na piechotę więcej niż 200 metrów), panowie na motorach (oczywiście bez kasków) czy kobiety niosące kosze zawieszone na obu końcach długiego kija, tak że z perspektywy wyglądają jak Temida…

* Laos People’s Democratic Republic (Laotańska Republika Ludowo-Demokratyczna) = proszę, nie śpiesz się

________________________________________________________________________________

I thought that Chiang Mai was the most laid-back and calm place on Earth. I should have learnt that assuming isn't the best idea - I was wrong again. Laos (ok, so far I've only been to Luang Prabang and Vientiane) is the oasis of calm. The tuk-tuk drivers have hammocks in their vehicles (to relax during every single free minute), the vendor-women paint each others' toenails when they don't have clients, mail boxes are made from cardboard, it's a challenge to find an ATM even in the capital, and not even the main national road is entirely covered by asphalt...

Laos has a dynamic mix of colorful history, though it hasn't always been happy. It also is influenced a lot by more globally-important neighboring countries (be honest, who knows anything about Laos, besides that it exists?). The Chinese parade walks by the "Mon Ami" restaurant. You can eat a baguette with...tofu. There are both Thai dishes and laap (spicy salad made from minced meat and herbs) on the menus. The Laos flag waves next to a red one with the hammer and sickle from every post- (or pseudo-) colonial house. US mailboxes are used as rubbish bins. People play in boules on the streets and social ads remain like the ones from the socialist period in Poland. Only monks remain unmoved, walking down the streets in orange robes.

People in Thailand were really nice, but here I have a jaw-ache from responding "Sa bai dee" to everyone who passes me - students going to school on bicycles (they seem to be very shocked that I'm able to walk more than 200 meters), men on motorbikes (of course without helmets) or women carrying baskets hanging on long poles, so they remain like the Greek goddess of justice - Temis.

*Laos People’s Democratic Republic









Name:

Komentarze:

21.01.2011, 14:38 :: 183.182.122.232
Milesz
O., dogrzebałam się do komentarza, jak zwykle jesteś kochana i przesadzasz:* I obawiam się że monica belluci będzie wtedy za stara by grać szaloną 20, więc musimy poszukać jakieś nowej ikony piękna:)))

17.01.2011, 21:06 :: 79.191.149.5
ola j.
N.
nie pisz głupstw że zapominasz jak się mowi po polsu. Ten tekst jest niesamowity!!! Serio;)Jak już wygram milion w lotto, to opublikuje Twoje pamiętniki z podróży a potem sprzedamy prawa do filmu i będziemy wbierać jaka aktorka zagra w nim główną rolę (a w tym, jak wiesz jestem dobra;) stawiam na monicę belluci. (BTW w Berlinie w muzeum Alice Springs widziałam album z arystycznymi aktami M. Belluci. Oczywiście z miejsca się zakochałam, ale to już Cię pewnie nie dziwi). Jaki jest Twój typ?

Tęsknię moja mistrzyni reportażu;)