Nie ważne w jakim zakątku świata, pogranicza zawsze mają w sobie coś magicznego. Szczególnie, gdy są stosunkowo biedne i zapomniane (patrz np. region nadbużański w Polsce). I jak na razie górzyste pogranicze wietnamsko-chiński jest moim ulubionym regionem w kraju motorów i kultu Ho Chi Min.

Pociąg z Hanoi kończy trasę w miejscowości Lao Cai, skąd większość osób udaje się do Sapy (najwyżej położona miejscowość wypoczynkowa w Wietnamie mająca początki w czasach kolonialnych). Ja w związku z moją z moją post- Ha Long traumą postanowiłam udać się na wschód, do Bac Ha.

Bac Ha jest pełna turystów tylko w niedzielę, kiedy ma miejsce największy bazar w regionie (można kupić osła, lokalne stroje, biżuterię, alkohol sprzedawany w kanistrach, warzywa, kalosze i naturalne lekarstwa od lokalnego szamana). A w tygodniu nie dzieje się tu nic i ludzie z grupy etnicznej Hmong (którzy przez Francuzów byli nazywani Montagnards – górale, a w przewodnikach określa się ich jako ludzi-kwiaty) mogą pić kawę, handlować, pracować w polu a wszystko w rytmie rosnącego ryżu…

Nareszcie Wietnam pokazał mi swoją ludzką twarz – trafiłam do hotelu, który okazał się rodzinnym biznesem. Płaciłam 25% ceny za apartament iście dla nowożeńców (5$), rano jeden z synów przynosił mi herbatę a wieczorem jadłam kolację ze wszystkimi pracownikami (nie wnikam co to było:). I gdy prawie popłakałam się w sklepie że umrę przez 4 dni bez jogurtu (nie wiem do tej pory jak przeżyłam w Laosie) to następnego dnia sklepikarz zostawił mi wiadomość na recepcji, że jogurty już są:)

___________________________________________________________________________________

There is always something magical about borderlands, no matter where they are. Especially when they are comparatively poor and forgotten by the world. So far, the mountainous Vietnamese-Chinese borderland has been my favorite part of this country full of motorbikes and the cult of Ho Chi Minh.

The last station on the train from Hanoi towards the north is Lao Cai. The majority of tourists decide to go to Sapa (the highest-elevated resort with a colonial history). Due to my post-Ha Long Bay trauma, I decided to head east to Bac Ha.

Bac Ha is only full of tourists on Sundays, when the biggest ethnic market in Lao Cai province takes place. There you will find buffaloes, horses, traditional clothes, jewelry, alcohol sold in jerrycans(what's this?), vegetables, gumboots and traditional medicines from local shamans. During the week it's the most peaceful place on earth and the Hmong people (the French colonists of Vietnam gave them the name Montagnards, or "mountain people." The guides call them "flower Hmong.") can enjoy their coffee and trade, and live at the pace that rice grows.

At length, Vietnam has showed me its human face. I stayed in a family-run hotel, where I not only paid 1/4 of the price of the honey-moon apartment ($5), but every morning the son also brought me tea and I spent the evenings eating dinner with all the staff members. I prefer not to be aware of what I ate:) When I almost started to cry in a local shop that I wouldn't survive four days without yogurt (I don't know how I was able to spend a month in Laos...), the very next day the shop owner left me a message at the reception desk, saying that the yogurt was waiting for me :)













Name:

Komentarze:

23.02.2011, 12:38 :: 113.161.76.76
pocztowki
eh, o Ho Chi Min nie ma za bardzo co pisać - mam wrażenie że jego kult jest dosyć sztuczny i stworzony przez jedyną słuszną partię w celach propagandowych (ale oczywiście mogę się mylić) a nie wynika ze szczerych uczuć Wietnamczyków (jak w przypadku króla w Tajlandii) - portret HCM znajdziecie w każdym szanującym się miejscu, nie wspominając o muzeum w każdym szanującym się mieście;)

23.02.2011, 09:32 :: 193.0.116.21
Wojtek
dotychczas skupiałem się na warstwie tekstowej Twojego bloga, ale... właśnie zauważyłem, że ma on też super (!) zdjęcia:)
przyłączam się do prośby przedmówczyni!

18.02.2011, 18:18 :: 193.0.126.11
HoliPoli
Napisz coś więcej o kulcie Ho Chi Min. Moja wykładowczyni z japonistyki nazywa się Ho Chi po mężu a mąż po ojcu a ojciec od samego Ho Chi Mina, który go adopotował (o ile nie przekręciłam tej historii :) Serio jest taki ubóstwiany przez ludzi?