Malaka – historia Malezji w kolorze łososiowym/ Malacca – Malaysian history in salmon-pink


Link 05.04.2011 :: 18:23 Komentuj (0)
Malaka to jedno z tych miast, które jest senne i spokojne w ciągu tygodnia (jedno z gatunku „przyjechałam na 2 dni a zostałam tydzień, a po 3 dniach mogłabym zacząć zarabiać jako przewodniczka…”), a w weekend zadeptywane jest przez rzesze turystów, przebywających na nocny market na Joksan Street i zakupy z pobliskiego Singapuru. Pewne rzeczy jednak nigdy się nie zmieniają. Kierowcy najbarwniejszych na świecie rowerowych riksz (przystrojonych przy pomocy sztucznych kwiatów, wiatraczków i lalek Barbie) puszczają Backstreet Boys na Placu Portugalskim (wszystkie budynki wkoło są łososiowe). Ludzie, bez różnicy czy Malaje, Hindusi, Chińczycy stoją w kolejce w porze lunchu po najlepsze w mieście ryżowe kulki z kurczakiem. Codziennie na ulicy można spotkać uśmiechniętego Chińczyka, właściciela największej kolekcji znaczków w Malezji. Charles Cham nadal z sukcesem zwraca uwagę na ważne społecznie kwestie (na czele z ochroną orangutanów) za pomocą sztuki - http://www.absolutearts.com/charlescham/ . W zapomnianych przez świat uliczkach nadal można znaleźć tradycyjne warsztaty kaligrafii czy kowalstwa.

Na podstawie historii Malaki można prześledzić historię Malezji. W dużym skrócie - początkowo mała rybacka wioska pod rządami Sułtanatu Malaki stała się jednym z ważniejszych portów regionu (gdziekolwiek się nie pójdzie, można odczuć swoistą tęsknotę za tym okresem). Na początku XVI wieku region został podbity przez Portugalczyków, a pod koniec XVII wieku ich miejsce zajęli Holendrzy, którzy to w 1824 przekazali ziemię pod kontrolę Brytyjczyków i taki stan rzeczy trwał do 1957, kiedy to Malezja ogłosiła niepodległość. Nic więc dziwnego, że w Malezji czasami czuję się prawie jak w Europie, jedząc brytyjskie scones z widokiem na wieże katolickich kościołów….

_____________________________________________________________________________

Malacca is the perfect example of the city that is sleepy and calm during weekdays ( one of ‘I wanted to spend here 2 days but I stayed for a week and after 3 days I was able to work as a tour-guide), but during weekends is full of tourists coming for the Friday and Saturday Jonker Walk Night Market and people shopping-addicted from nearby Singapore. After all some things never change. The drivers of the most colorful bicycle rickshaws on the Earth (decorated with artificial flowers, little fans and Barbie dolls) play Backstreet Boys on the Portuguese Square (all buildings around are salmon pink). People (Malay, Chinese and Indus) queue up during lunch time for the best Chinese chicken rice balls. You can meet every smiling Chinese man (the owner of the biggest stamp collection in Malaysia) every day in the same spot. Charles Cham is still successful in drawing people attention for crucial issues (like orangutans’ protection) using his art - http://www.absolutearts.com/charlescham/. There are traditional calligraphy or blacksmith workshops in obscure streets.

History of Malacca is perfect depiction of Malaysian one. Without going into details – the small fishing village during Malacca Sultanate became one of the most important port of Southeast Asia (you can feel a longing for that period wherever you go). After Malacca was attacked by the Portuguese in 1511, the invader missionaries strove to implant Catholicism within the state and Malacca’s popularity dwindled as Muslim merchants began to steer clear of the port. Malacca’s reputation increased again in 1641 when it passed into Dutch hands for 150 years and later the British assumed control for a short time, further lending to its hodgepodge of cultural influences. Nothing surprising, that I feel sometimes in Malaysia like in Europe, especially eating British scones looking at towers of catholic churches….