Mekong


Link 24.02.2011 :: 15:34 Komentuj (5)
Lekcja geografii, na ścianie wisi mapa świata, koleżanka wylicza największe rzeki świata: Nil, Amazonka, Jangcy i na 8.miejscu Mekong – wskazuje niebieską linię od Tybetu po Wietnam. Pierwsze spotkanie z Mekongiem twarzą w twarz? Jeszcze w październiku, w Huay Xai, gdzie znajduje się przejście graniczne między Tajlandią a Laosem. W przeciwieństwie do Nong Khai (gdzie w styczniu przekroczyłam granicę), nie ma tam żadnego mostu, rzekę pokonać można tylko łodzią i mam wrażenie, że najwięcej przewozi się z Laosu jajek (pełno ich było na przygranicznym bazarze).

W Laosie spłynęłam tzw. „wolną łodzią” (długą i z małym silnikiem, w porównaniu do małych łódek płynących bardzo szybko) z Luang Prabang do Pakbeng – spodziewałam się turystycznej atrakcji, jednak na łodzi było pół na pół turystów i autochtonów (w sumie z 80 osób), z tym że Laotańczycy przewozili ze sobą bagaż nieporównywalnie większy od mojego plecaka – worki z ryżem, motory, zakupy na najbliższy miesiąc – często rzeka to jedyny sposób by dotrzeć do zapomnianych przez świat wiosek. Na dziobie każdego statku znajduje się mały ołtarzyk, na którym przed wyruszeniem w trasę składane są ofiary (kadzidła, kwiaty, jedzenie).

Mekong to nie tylko droga transportu, miejsce zabaw, źródło wody potrzebnej do upraw czy czy zagrożenie, ale wśród wielu ludzi, którzy są animistami i nadal czczą przodków Mekong to potężna siła natury, traktowana jak bóstwo – jak ktoś utonie, wioska składa ofiary na przebłaganie rzeki.

Piszę notkę na lotniku w HCMC, czekając na lot do Jakarty – zostawiam Mekong za sobą. Dotarcie do źródeł tej rzeki dodałam do listy „miejsc, o których śnię” (obok Birmy, Nowej Zelandii, Kamczatki i Nepalu). Ostatnie dni w Wietnamie spędziłam w Delcie Mekongu, przemierzając ją łodzią i na motorze (często musiałam korzystać z lokalnych promów) – cała kraina poprzecinana jest siecią mniejszych i większych rzek i kanałów, tak że podróżowanie łodzią jest najwygodniejsze. I na wodzie nie tylko buduje się domy, ale również organizuje bazary – rano kupcy przypływają łodziami załadowanymi towarem, a potencjalni klienci na swoich łodziach poruszają się od jednego stoiska do drugiego, próbując stargować jak najlepszą cenę. Oczywiście w Azji Południowo-Wschodniej żaden bazar nie może mieć miejsca bez działu żywieniowego, dlatego też bez problemu możesz dostać kawę (tak, jestem uzależniona, w Polsce w ogóle kawy nie piłam, a tu czasami aż 3 dziennie – jest niesamowita – mocna, słodka, z dodatkiem skondensowanego mleka i pokruszonego lodu), pho (zupę z kluskami), bagietkę z pasztetem czy cha gio (spring rolls). Delta Mekongu to również miejsce, gdzie Wietnam wygląda idyllicznie jak z pocztówek sprzed wojny wietnamskiej – wszędzie pola ryżowe w idealnie zielonym kolorze, wszyscy noszą non la (trójkątne kapelusz), kobiety ubrane są w tradycyjne białe ao dai (tunika rozcięta po bokach i spodnie), ulubionym środkiem transportu nadal są rowery, w wolnych chwilach wszyscy robią kwiaty, świerszcze i inne cuda z liści kokosa wodnego, stragany uginają się pod ciężarem tropikalnych owoców, a uśmiechnięte dzieci jedzą kokosowe cukierki.

________________________________________________________________________________

It's a flash-back from geography lesson - a map of the world hanging on the wall, a friend is listing the biggest rivers: Nile, Amazon, Yangtze, and Mekong - the 8th - is a blue line from Tibet to Vietnam. My first in-person experience with the Mekong? In October, in Xuay Xai, where there is a border crossing between Thailand and Laos. Unlike in Nong Khai (where I crossed the border at the beginning of January) there is only one possible way to get to the other river bank - by boat. I got the impression that the goods smuggled most of all are eggs - there were plenty of them in the border market.

I took a slow boat (a long, wooden boat with a small engine) from Luang Prabang to Pakbeng in Laos. I was expecting a very touristy place but I was pleasantly surprised - there were about half farangs and half locals (around 80 people altogether). However, Lao people carry baggage much bigger than my backpack - sacks of rice, motorbikes, all their shopping for the next month - and sometimes the river is the only way to get to a village. There is a little altar on the bow of each boat where offerings are given before every voyage, so you feel pretty safe.

The Mekong is not only a transport route, it is also a playground for children, a necessary source of water for the crops, and a home of deities as well. Lots of people are animists. They worship their ancestors and the river is the symbol of nature's power. If somebody drowns, they will make a sacrifice to propitiate the Mekong.

I'm writing this post at HCMC airport, waiting for my flight to Jakarta. I'm leaving the Mekong behind. I've added the river's source to the list of places I'm dreaming about (next to Burma, New Zealand, Kamchatka and Nepal). I spent my last days in Vietnam in the Mekong Delta, traveling both by boat and motorbike. The whole land is criss-crossed by countless rivers and canals, and without a doubt the boat is the most convenient means of transportation. You can not only find houses constructed on the water, but floating markets as well. Every morning, merchants come to a specific point on the river to sell their merchandise from boats and the consumers paddle from stall to stall in their own boats.Of course there is no market without food in Southeast Asia, so you can easily get coffee, pho (noodle soup) or a baguette with pate. The coffee here is amazing and I'm addicted! I never drank it in Poland, but in Vietnam sometimes I had 3 cups of the strong, sweet coffee with condensed milk and ice. The Mekong Delta looks like postcards from the time before the Vietnam war. The rice paddies are perfectly green, everyone wears the non (conical hat) and women wear traditional white ao dai (a tight-fitting silk tunic worn with silk pants). Bikes are still the most popular means of transportation. In their free time, people make roses, crickets and other shapes from the leaves of water coconut trees, and smiling children eat candies made from every kind of tropical fruit you can imagine.