Na straganie w dzień targowy…/ sorry, another subtle allusion to Polish literature treasures – generally, it's about bazaars


Link 05.11.2010 :: 02:37 Komentuj (2)

pisze:Natalia

Do pewnego momentu w życiu słowo „bazar” kojarzyło mi się wyłącznie ze Stadionem X-lecia lub przygranicznym bazarem pełnym alkoholu ze Wschodu w mieście, gdzie mieszka moja babcia. Później „bazar” oznaczał kłębowisko przekrzykujących się handlarzy, którzy bardzo chętnie dawali mi wszystko do spróbowania, nawet jeśli połowy rzeczy nie umiałam nazwać:) Jednak w Chiang Mai bazar to nie tylko miejsce, to raczej styl życia, a na pewno już ulubiona rozrywka Tajów i niektórych cudzoziemców.

Jak w każdym szanującym się mieście tajskim, w Chiang Mai znajdziecie bazar nocny, z trwałą infrastrukturą targową, jednak bardzo już skomercjalizowany i nastawiony na pieniądze, a nie na rozrywkę dla wszystkich. Zgodnie z zasadą „ulotne jest lepsze” ulubionym miejscem na spędzanie weekendowych wieczór przez Tajów są bazary „jednonocne” – ok. południa policja zamyka ulice (różne w sobotę i niedzielę) i po dwóch stronach ustawiają się handlarze ze swoimi budami, a po środku ulicy artyści różnej klasy. Dzięki temu powstaje dwukierunkowa droga, a najszybszy sposób na przemieszczanie się to pod prąd (dobrze że nie rozumiemy tajskiego:)

O 17.00 zaczynają gromadzić się ludzie, którzy chodzą wkoło, niewiele kupują (nic dziwnego, połowa rzeczy wygląda jak chińskie podróbki niepotrzebnych nikomu przedmiotów i oczywiście prawie wszystko, jak w całej Północnej Tajlandii, jest zrobione przez „górskie plemiona”), podziwiają i jedzą (tak, jedzenie to niewątpliwy stały punkt programu każdego gościa bazarowego, mogłybyśmy napisać o tym epopeję, ale na razie ograniczymy się do kolejnego wpisu). Oczywiście życie kulturalne kwitnie – gdy ma się szczęście ( jak my w Chiang Rai, gdzie również znana jest instytucja „jednonocnego” bazaru) to oprócz muzyków wszelkiego rodzaju, dzieci kręcących hula-hop, kuglarzy i magików w wydania azjatyckim i nieśmiertelnych przedstawicieli sztuki Lanny (dawne królestwo położone na terenie obecnej północnej Tajlandii, istniejące od XIII do XVIII w.) można natrafić na imprezę taneczną dla małych i dużych:)


____________________________________________________________________________________

writes:Natalia

Before I started travelling, word „bazaar” had reminded me just of 10th-Anniversary Stadium in Warsaw (after 1989 it was used mainly as a bazaar called Jarmark Europa, becoming famous as the place to buy a whole range of illegal goods, most notably pirated software and media) or border bazaar, full of alcohol from eastern neighbor countries, in the town where my grandma lives. Afterwards, bazaar’s became synonym of the place full of vendors, who were shouting all the time and were offering me food to try, even if I wasn’t able to name those products. But in Chiang Mai bazaar isn’t only the place, it is more way of living, and without doubts the most favorite entertainment among Thai and some foreigners.

You can find everynight night bazaar in Chiang Mai, with permanent infrastructure, but is has been already commercialized and the main goal of vendors is to earn money, not to entertain. So, following the rule “ transiting is better”, Saturday/Sunday Walking Street Market are favorite place for Thai to hang out during weekend’s evenings . At noon, police close certain streets (different on Saturday and Sunday), vendors arrange their stalls and street arts take the center of the street . In that way two-directions route is created and you can move the fastest upstream ( thanks God we don’t understand Thai language).

At 7 p.m. people start gathering, they buy almost nothing (not surprisingly, half of items look like Chinese fakes of useless things and of course almost everything was made by hill tribes), admire and eat ( yes, eating is for sure the most important event for all of guests of bazaars, we can write an epopee about it, but you have to wait for next post). Cultural life flourishes. If you are lucky enough (as we were in Chiang Rai, where there is another Saturday Walking Street Market), except from all kinds of musicians, children with hula hoops, Asian-style magicians and immortal followers of Lanna art (The Kingdom of Lanna was a state in what is now northern Thailand from the 13th to 18th centuries), you can also find dancing event for everyone, no maters how old they are:)