Pozdrowienia z Krakowa / Hello from Cracow


Link 06.10.2010 :: 18:32 Komentuj (8)
Tekst: Natalia / Text: Natalia
Komentarze: Marta / Comments: Marta

Na początku komunikat dla mojej siostry - historie podnoszące adrenalinę będą jak ruszymy w podróż, teraz po prostu żyjemy w Chiang Mai więc będzie tajsko = spokojnie :) Wiemy, że wszyscy umierają z ciekawości, co my tu robimy w ramach projektu. Szczerze – my też… Więc dajemy sobie i naszej organizacji trochę czasu, z dnia na dzień jest lepiej i konkretniej, a na razie pierwsze spostrzeżenia z Chiang Mai:

1. Uwaga dla wszystkich podróżujących – nie róbcie za dużo brzuszków pierwszego dnia. My zrobiłyśmy i teraz nie możemy się śmiać, a powodów jest sporo. ten pomysł był chory... musiałyśmy być niespełna rozumu... to wszystko pewnie wina cateringu w Aeroflocie

2. Czujemy się tu jak … w Krakowie – daleko od rodziny i przyjaciół (i UW;), ale bezpiecznie i domowo. Zamiast gołębi mamy wyjące psy, ale jasne, nie zauważyłabym różnicy

3. Ponieważ czujemy się domowo, a w naszym domu jest wszystko, zaczynając od tostera i żelazka, a kończąc na gosposi, zapominamy niestety o wszystkich zagrożeniach związanych z pobytem w kraju tropikalnym. Trzeciego dnia zorientowałyśmy się, że myjemy zęby kranówą, od samego początku chodzimy po podwórku na bosaka (biegając między biurem a naszym pokojem, tak jest wygodnie, bo do większości pomieszczeń wchodzi się bez butów) i co najgorsze jakoś nikogo się nie pytamy, z czego robili lód do napojów… Próbowaliście kiedyś iść do pracy i z powrotem na bosaka? Mega przeżycie, spróbujcie.

4. Język tajski… Wczoraj powiedziałyśmy Tze, że chcemy się nauczyć alfabetu, a on na to, że to zajmuje rok… Ale dzielnie uczymy się wszelkiego rodzaju zwrotów, oczywiście pierwszego dnia umiałyśmy 3 podstawowe: cześć, dziękuję i… (zgadnijcie co?)… nie mam chłopaka(!). Nie żeby Marta się przedstawiała „Cześć, jestem Marta i nie mam chłopaka”, tylko każdy o to pyta (!). To właściwie było drugie pytanie od dziewczyn z Juvenile Detention Centre. Musiałyśmy wiedzieć jak na nie odpowiadać...

5. Jedzenie… W Tajlandii je się … ciągle. Z chęcią byśmy Wam opisały co jemy, ale wygląda to mniej więcej tak, że wchodzimy do jakieś knajpy, pokazujemy coś na chybił trafił w menu albo prosimy właściciela o lunch. W pierwszym przypadku Marta ma łzy w oczach, jedzenie jest tak ostre (jest go dużo a szef kuchni pyta czy dobre. Udaje mi się wykrztusić że gud gud, tylko trochę spajsi...), w drugim właściciel przynosi nam tyle jedzenia, że połowę zostawiamy… I TO było pierwsze pytanie od dziewczyn z JDC. Przedstawiłyśmy się i padło sakramentalne "Czy są jakieś pytania". Pierwsze brzmiało "Co jadłyście na śniadanie"... Kiedy widzi się kogoś po południu, przyjęte jest że w ramach powitania pyta się "Czy jadłeś już lunch"

6. Śniadania… Owsiankę jedzą tu na ostro! Z chilli! Mamy nowy cel życiowy – znaleźć normalne muesli. Musicie to wiedzieć - Natalia ma małą obsesję na punkcie owsianki
__________________________________________________________________________________________________

At the beginning – the message for my sister – we’ll have more "risky and frightening experiences" after our journey around Asia starts, now we’re just living in Chiang Mai, so our blog will be thai = peaceful:) We know, that everyone wonders, what is our project all about. To be honest… we too. So we are giving ourselves and our host organization some time, it is getting better and better every day and more concrete. So – for know just few first notices from Chiang Mai:

1. General advice for all travelers – don’t do too much belly exercises on the first day – we did and we can’t laugh now (and we’ve lots of reasons to do it). That idea was insane... belly excercises... yeah, we had to be a little off, I guess Aeroflot's onboard catering is to blame

2. We feel like in … Cracow - far away from our families and friends (and university;), but it's safe and home-like. We have howling dogs instead of shitting pidgeons, but sure, you wouldn't find a difference...

3. Since it feels like home and there is everything like in house : a toaster, an iron and even a housekeeper, we unfortunately forget about all medical rules in tropical country. We noticed that we’re using tap water for washing our teeth on the 3rd day. Since the beginning we’ve been walking barefoot at our ground yard (it’s more comfortable, because we can’t go into some rooms in shoes). And the worst one – we don’t ask anyone what water the ice cubes are made of… Have you EVER gone to your workplace and back barefoot? That's really cool, you have to try it

4. Thai language… Yesterday we told Tze, that we want to learn thai alphabet, and he replied that we need a year for that. So we’re learning expressions, first day we've learnt the three most important ones: 'hello', 'thank you' and … (guess what)… 'I don’t have boyfriend'. It’s not that Marta introduces herself: “Hi I’m Marta and I don’t have boyfriend”, but everyone asks about it (!). That was actually the second questions from girls in Juvenile Detention Centre, we had to learn how to answer...

5. Food… In Thailand people eat… constantly. We really like to describe you what we eat, but it looks like that we enter a local restaurant, we show what we want at menu with a finger or we just ask an owner about lunch. In first case Marta has tears in her eyes, because it’s so hot (there is LOT of it and chef comes and asks if it's good. I manage to say "khh good, good, but a little bit spicy") , in second the owner brings us so much food, that we have to left almost a half of it. Yep... THIS was the first question. We introduced ourselves and there was as usual: "any questions?" First one was "What did you have for breakfast"... And for "good afternoon" they say literarly "have you already had your lunch?"

6. Breakfasts… Thai people eat spicy porridge! With chilli! We’ve got new life goal – to find normal muesli… Ok, you people have to know, that Natalia is kinda obsessed about porridge.

Marta i samobójcza ilość lodu: / Marta and suicidal amount of ice: