Pisze: Marta
Komentuje: Natalia

Okej, musicie wiedzieć, że nasza dzielnica jest nazywana Suan Dok ze względu na jeden z największych i najstarszych watów w mieście (o ile nie największy i najstarszy z nich), który jest bijącym sercem okolicy. Nasza nowa, druga (katolicka jest bardzo daleko i jedyne co ją różni od parafii w Książenicach to msza po angielsku o 11 i to, że niektórzy zdejmują buty podczas nabożeństwa), tętniąca życiem parafia (btw: wczoraj mieliśmy bardzo malowniczy pogrzeb). Któregoś dnia szłyśmy skrótem przez wat i w pewnym momencie zauważyłyśmy przez otwarte drzwi orkiestrę ćwiczącą w jednym z budynków. Chciałyśmy tylko ich trochę podejrzeć, ale człowiek który wyglądał na dyrygenta zaprosił nas do środka, wręczył instrumenty nazywane saw-u plus dwa smyczki, zagrał gamę i powiedział, że możemy z nimi grać. A potem dodał coś w stylu „Przecież to proste, zupełnie jak skrzypce”. Taaa... bo każdy Europejczyk gra na skrzypcach... próbowałyśmy męczyć kotka tak cicho jak się dało, podczas gdy reszta orkiestry osiągała absolutną harmonię. Ja dodatkowo zafascynowałam się zapisem nutowym, w swojej niewiedzy byłam przekonana, że cały świat zapisuje nuty jak Chopin na pięciolinii, a oni każdy dźwięk (chyba) zapisują w osobnym kwadracie.

Dla tych wszystkich którzy czują potrzebę dostąpienia oświecenia, albo po prostu chcą pogadać, Suan Dok przewidział tak zwany monk chat (pogawędki z mnichem). Codziennie między 17 a 19 jeden z anglojęzycznych mnichów ma dyżur i można wpaść i spytać o zagadnienia związane z buddyzmem. Można też wejść samej do świątyni (oczywiście bez butów) , wtedy sami zagadują (co wg naszych znajomych studentów nie powinno mieć miejsca). I muszę powiedzieć, że mają nawet cięte poczucie humoru:).

Tak czy siak najlepszym miejscem jest schowana za budynkiem monk chat knajpa, gdzie zwykle zamawiamy sajgonki i sałatkę z kwiatów bananowca (40 Bh, czyli cztery złote i taaakie żarcie!). Tze powiedział nam, że codziennie rano, jak nakazuje buddyjska tradycja, mnisi chodzą od domu do domu i proszą o jedzenie (w zamian modlą się za zmarłych. Wszystko wynika z tego, że mnichom nie wolno nic kupować). Nie udało nam się ich jeszcze złapać, ale to chyba dlatego że za późno wstajemy... Mów za siebie ;) Kto rano na siłownię wstaje, temu Bozia daje, więc ja dziś widziałam mnichów z miskami o 6.20.

Z najnowszych wieści: chyba coś umarło w naszej wspaniałej AC. Śmierdzi.

_____________________________________________________________________________________________________
Text: Marta
Comments: Natalia

Okay, you must know that our district is called Suan Dok because one of the biggest and oldest wats (if not the biggest and oldest one) in the city, that is beating heart of this area. Our new parish (second one, the fist - Catholic is very far away and doesn’t really differ from our parishes in Poland). Very lively parish, lets add (btw: yesterday we had here really picturesque funeral). One day we were using a shortcut trough the wat area and we heard people playing music in one of buildings. We just wanted to watch them, but they invited us to join their orchestra. Man, who seemed to be a conductor, gave us two instruments, called saw-u and two bows, played an example of some sounds and said „Now, play someting with us, come on, it's simple, just like violin”. Yeah... of course every European plays violin... we were trying to kill a kitten as silently as we could, when the rest of our parish orchestra was cooperating in a perfect harmony. I was also fascinated by the way they note down notes. I had thought that people all around world use the same system as Chopin did – stave, but Thai people put each sound (I think so) in separate square.

For all those who feel need of reaching an enlightment (or just need to talk to someone), wat Suan Dok offers so called monk chat. Every day, between 5 pm and 7 pm one of English-speaking monks has a shift, so you can go and ask him some questions. You can also just come into the temple (of course barefoot) and then monks start chatting to you (what shouldn’t have happened according to our Thai friends). And frankly speaking, they have a great sense of humor;)

Anyway, the best place of this wat is hidden just behind monk chat building. It's awesome bar, where we used order banana flower salad and spring rolls (40 Bh both and its just perfect). Tze told us that every day in the morning monks are coming and collecting food, according to Buddhist tradition. We didn't manage to catch them yet, I suppose it's just because we should wake up earlier... Speak for yourself! I noticed some of them when I was going to the gym today at 6.20.

Breaking news: we suppose that something died in our awesome AC. It stinks.







Name:

Komentarze: