Tajlandia pachnąca limonką kaffir / Thailand smells like kaffir lime


Link 13.12.2010 :: 04:11 Komentuj (1)

pisze:Natalia


„W Tajlandii wszystko kręci się wokół jedzenia. Tajowie jedząc śniadanie planują co zjedzą na lunch, podczas lunchu już myślą o kolacji. Jedzą wszędzie – w teatrach, szpitalach, centrach handlowych”. Te słowa znalazłam ostatnio w jednym z menu i są bardzo, bardzo prawdziwe. Co gorsza, stajemy się z dnia na dzień bardziej tajskie i same zaczynamy funkcjonować według tego schematu, nic więc dziwnego że na naszym blogu wątek żywieniowy przewija się stosunkowo często… Poza tym jedna moja znajoma ostatnio stwierdziła: „To, co będę jadła na następny posiłek, to jedyne moje zmartwienie w Tajlandii”.

Udało mi się zrobić kolejną z listy rzeczy, które zawsze odkładałam na później – poszłam na kurs gotowania. Nie żebym startowała w konkursie „żona doskonała”, po prostu miałam problem z nazywaniem tajskich smaków i rzeczy na bazarach, poza tym już planuję kolacje w Książenicach dla moich przyjaciół po powrocie i zamierzam ich ugościć w iście tajskim stylu – pad thai, curry, ciastka rybne oraz połączenie kurczaka z orzechami nerkowca i pomidorów z ananasem a na deser ryż z mango. Chyba muszę przed wyjazdem wysłać do Polski wielką paczkę żywieniową, nie wiem czy można u nas znaleźć groszek bakłażanowy czy galangal (prawie imbir, ale prawie robi wielką różnicę) . A na pewno zamierzam wysłać trochę nasion ziół i wypróbować polską glebę po powrocie (hmmm, właśnie zaczęłam się zastanawiać czy takie przesyłki są legalne:)

Po dwóch miesiącach tutaj, milionie spożytych kalorii (gdyby nie siłka to już na pewno z Martą musiałybyśmy wymieniać całą naszą garderobę…), paru samodzielnie ugotowanych daniach (pod okiem naszej gosposi bądź mojej współlokatorki, ja za to nauczyłam je robić ciasto marchewkowe i placki z jabłkami) i wielu wyprawach na bazary różnego rodzaju wydaje mi się, że odkryłam tajniki kuchni tajskiej. Dokładniej mówiąc – 3 rzeczy, które sprawiają że tajska kuchnia jest niezwykła i wszystko zawsze jest udane:)

1. Nie ma czegoś takiego jak uniwersalna przyprawa do wszystkiego – zapomnijcie o soli czy co gorsza o jarzynce. Chcesz dodać bazylii? Ok, pytanie jakiej – świętą, słodką, królewską czy cytrynową ? Papryczki chilli różnią się smakiem i ostrością, a cukier biały to nie to samo co cukier trzcinowy czy palmowy. Nie bój się mieszać smaków – ja już nie wyobrażam sobie pad thai (takie trochę spaghetti:) bez dodania zarówno cukru jak i chilli.

2. Dobre, bo proste – przygotowanie najbardziej skomplikowanego dania zajmuje może … 15 minut. I zazwyczaj wszystko robi się na jednej patelni, bez zawijania, paru etapów gotowania, czekania. A wszystko wygląda bardzo efektownie dzięki kolorom i sposobowi podania, ot cały sekret.

3. Lepiej smakuje to, czym się dzielisz – własny talerz i osobne danie dla każdego przy stole to typowo zachodni wynalazek – tutaj każdy ma swój mały talerz, własną porcję ryżu i miseczkę na zupę, a dania zamawia się wspólnie. Dzięki temu możesz zarówno mieć rybę, mięso, warzywa, kiełki, coś z jajkiem i oczywiście owoce morza i nadal ruszać się po posiłku:)

p.s. zjadłam pierwszego robaka w życiu i … był smaczny:) Drugi gatunek który spróbowałam zaraz po pierwszym był jeszcze lepszy!

_______________________________________________________________________________

writes:Natalia

“Food is the most important thing in Thailand – Thai people think about lunch during breakfast and plan their dinner during lunch. They eat everywhere – in theatres, hospitals, malls.” – I found that statement in a menu one day and it’s very, very true. And each day we become more and more Thai and we start to act according to that schema, nothing surprising that food issues become very popular topic on our blog… In addition, one of my friend has said: “What should I eat for lunch? This is one thing that I must think about every day... tough”.

I’ve succeed in doing next thing from my private “to do list” – I’ve participate in the cooking course. Of course I don’t want to take part in “perfect wife to be” competition, simply I had problems with naming Thai tastes and vegetables I can buy on any market. What’s more, I’m already planning the dinner for my friends after my coming back and I want to prepare real Thai-style food – pad thai, curry, fish cookies, chicken mixed with cashew nuts and pineapple mixed with tomatoes and of course for dessert sticky rice with mango . I should send back a big parcel full of food, I have no idea if I can get eggplant bean or galangal in Poland. And for sure I’ll send some herbs seeds and I’ll try to cultivate them in Polish climate (hmmm, I’ve just started to wonder, if such parcel is legal:).

After two months in Chiang Mai, millions of calories (thanks God we exercise at the gym, in other case for sure we have already had to change our whole wardrobe), few dishes made on my own (I have been supervised by our housekeeper or my roommate, I’ve repaid them with teaching how to make polish “placki” with apples and carrot cake) and lots of market visits I’m pretty sure that I’ve learnt the lingo of Thai cuisine. To be more specific – 3 things that make Thai dishes remarkable and always perfect;)

1. “All-purpose condiment” doesn’t exist! Do you want to add basil? Ok, the question is what kind of basil you need – royal, holly, lemon or sweet? Chilies vary with taste and hotness, and white sugar isn’t the same as brown sugar or palm sugar. Don’t be scary of taste mixing – I can’t imagine myself pad thai ( let’s call it Thai spaghetti :) without both sugar and chili!

2. The easier the better! Preparing of the most complicated dish lasts about… 15 minutes. One frying pan, without steps, waiting etc. And everything looks very attractive because of colors and the way of serving – quite easy:)

3. Never eat alone! Your own plate and separate dish for everyone is a Western invention. In Thailand everyone has own small plate, rice and ball for soup and all dishes are shared. I like that idea – you can eat seafood, fish, meat, something with egg during the same meal and still be able to move:)

p.s. I’ve eaten first worm in my life and it was… quite tasty:) The second species was even more delicious!